- Czego chcecie?
- Bohdan Chmielnicki, hetman zaporoski, oznajmia, że działa na łachę są obrócone.
- Powiedzcie hetmanowi zaporoskiemu, że nasze obrócone są na brzegi.
- Pugu! Pugu!
- Czego jeszcze chcecie?
- Bohdan Chmielnicki, hetman zaporoski, prosi na rozmowę swojego przyjaciela, pana Krzeczowskiego pułkownika.
- Niech jeno da zakładników.
- Dziesięciu kurzeniowych.
- Zgoda!
W tej chwili brzegi łachy zakwitły jakby kwieciem Zaporożcami, którzy popowstawali spośród traw, między którymi leżeli ukryci. Z dala od stepów nadciągała ich konnica i armaty, ukazały się dziesiątki i setki chorągwi, znamion, buńczuków. Szli ze śpiewaniem i biciem w kotły. Wszystko to razem podobniejsze było do radosnego powitania niż do zetknięcia się wrogich potęg.
Semenowie z bajdaków odpowiedzieli okrzykami. Tymczasem przybyły czółna wiozące atamanów kurzeniowych. Krzeczowski wsiadł w jedno z nich i odjechał na brzeg. Tam podano mu konia i przeprowadzono natychmiast do Chmielnickiego.
Chmielnicki ujrzawszy go uchylił czapki, a następnie powitał go serdecznie.
- Mości pułkowniku! - rzekł - stary przyjacielu mój i kumie! Gdy pan hetman koronny kazał ci mnie łapać i do obozu odstawić, tyś tego uczynić nie chciał, jeno mię ostrzegłeś, bym się ucieczką salwował, dla którego uczynku winienem ci wdzięczność i miłość braterską.
To mówiąc rękę uprzejmie wyciągał, ale czarniawa twarz Krzeczowskiego pozostała jak lód zimna.
- Teraz zaś, gdyś się wyratował, mości hetmanie - rzekł - rebelię podniosłeś.