Skrzetuski więc nie bawiąc dłużej w Czehrynie kazał się przeprawić i ruszył bez zwłoki do Rozłogów. Pewność, że wkrótce sam przekona się, co stało się z Heleną, i nadzieja, że może jest ocalona albo też ukryła się wraz ze stryjną i kniaziami w Łubniach, wróciła mu siły i zdrowie. Przesiadł się z wozu na koń i gnał bez litości swoich Tatarów, którzy uważając go za posła, a siebie za przystawów oddanych pod jego komendę, nie śmieli mu stawić oporu. Lecieli tedy, jakby ich goniono, a za nimi złote kłęby kurzawy wzbijanej kopytami bachmatów. Mijali sadyby, chutory i wioski. Kraj był pusty, siedziby ludzkie wyludnione tak, że długo nie mogli spotkać żywej duszy. Prawdopodobnie też kryli się wszyscy przed nimi. Tu i owdzie kazał pan Skrzetuski szukać w sadach, pasiekach, po zapolach i strzechach stodół, ale nie mogli znaleźć nikogo.
Dopiero za Pohrebami jeden z Tatarów dostrzegł jakąś postać ludzką usiłującą skryć się między szuwarami obrastającymi brzegi kahamliku.
Tatarzy skoczyli ku rzece i w kilka minut później przywiedli przed pana Skrzetuskiego dwóch ludzi całkiem nagich.
Jeden z nich był to starzec, drugi wysmukły, może piętnasto- lub szesnasto-letni wyrostek. Obaj kłapali zębami ze strachu i długi czas nie mogli ni słowa przemówić.
- Skąd wy? - spytał pan Skrzetuski.
- My znikąd, panie! - odpowiedział statrzec. - Po prośbie chodzim - z lirą, a ot ten niemowa mnie prowadzi.
- Skąd idziecie teraz? z jakiej wsi? Mów śmiało, nic ci nie będzie.
- My, panie, po wszystkich wsiach chodzili, aż nas tu jakiś czort obdarł.
Buty mieli dobre - wziął, czapki mieli dobre - wziął, sukmany z litości ludzkiej dobre - wziął, i liry nie zostawił.
- Pytam się, kpie: z jakiej wsi idziesz?
- Ne znaju, pane - ja did. Ot my nadzy, nocą marzniem, we dnie szukamy litościwych, co by okryli i nakarmili, my głodni!
- Słuchaj tedy, chłopie: odpowiadaj, o co pytam, bo każę powiesić.
- Ja niczoho ne znaju, pane. Kołyb ja szczo, abo szczo, abo bude szczo, to nechaj mini - oto szczo!
Widocznym było, że dziad nie mogąc sobie zdać sprawy, co by za jeden był ten, kto go pyta, postanowił nie dawać żadnych odpowiedzi.
- A w Rozłogach byłeś? tam gdzie kniaziowie Kurcewicze mieszkają?