Daj autem i pysia, nie zważaj na nic.
Tu pan Zagłoba przerwał nagle, ujrzawszy Rzędziana, postawił gąsiorek na stole i rzekł:
- O, jak mnie Bóg miły! toż to pachołek pana Skrzetuskiego!
- Czyj? - spytał śpiesznie Bohun.
- Pana Skrzetuskiego, namiestnika, któren do Kudaku pojechał, a mnie tu przed wyjazdem takim miodem łubniańskim częstował, że niech się każdy inny spod wiechy schowa. Co zaś się z twoim panem dzieje? co? Zdrów-li?
- Zdrów i kazał się waszmości kłaniać - rzekł zmieszany Rzędzian.
- Wielkiej to jest fantazji kawaler. A ty jakże się w Czehrynie znalazłeś! Czemu cię to pan z Kudaku odesłał?
- Pan jako pan - rzecze na to pacholik - ma swoje sprawy w Łubniach, za którymi mnie wrócić kazał, bo i nie miałem co robić w Kudaku.
Przez cały ten czas Bohun patrzył bystro na Rzędziana; nagle rzekł:
- Znam i ja twego pana, widziałem go w Rozłogach.
Rzędzian przekrzywił głowę i nadstawiwszy ucha, niby to nie dosłyszawszy, spytał:
- Gdzie?
- W Rozłogach.
- To Kurcewiczów - rzekł Zagłoba.
- Czyje? - pytał znów Rzędzian.