- Widzę, żeś coś ogłuchł - zauważył sucho Bohun.
- Bom się też nie wyspał.
- To się jeszcze wyśpisz. Powiadasz tedy, że twój pan wysłał cię do Łubniów?
- A jakże.
- Pewnie tam ma jaką podwikę - wtrącił pan Zagłoba - do której afekt przez ciebie przesyła.
- Czy ja tam wiem, mój jegomość!... może ma, a może i nie ma - rzecze Rzędzian.
Następnie skłonił się Bohunowi i panu Zagłobie.
- Niech będzie pochwalony - rzekł zabierając się do odejścia.
- Na wieki! - odparł Bohun. - Poczekaj no, ptaszku, nie śpiesz się. A czemuś to ty przede mną taił, żeś jest pacholikiem pana Skrzetuskiego?
- A bo mnie jegomość nie pytał, a ja sobie myślę: co mam o byle czym mówić? Niech będzie pochwalo...
- Poczekaj, mówię. Listy jakowe od pana wieziesz?
- Pańska rzecz pisać, a moja, jako sługi, oddać, ale jeno temu, do kogo są pisane, zaczem niech mi będzie wolno pożegnać waszmość panów.
Bohun zmarszczył swe sobole brwi i w ręce klasnął. Natychmiast dwóch semenów wpadło do izby.
- Obszukać go! - zawołał, wskazując na Rzędziana.
- Jakom żyw, gwałt mi się tu dzieje! - wrzeszczał Rzędzian. -Jam jest też szlachcic, choć sługa, a waszmość panowie w grodzie za ten postępek będziecie odpowiadali.