- Jedźmy.
- Na złamanie karku.
Ruszyli naprzód, a za nimi wkrótce i Kozacy. Ale ci ostatni postępowali z wolna, tak iż wkrótce znacznie zostali w tyle - a w końcu znikli z oczu.
Bohun z Zagłobą jechali obok siebie w milczeniu, obaj zamyśleni głęboko. Zagłoba targał wąsy i widocznym było, że pracuje ciężko głową; może sobie układał, jakim by sposobem mógł się z całej tej sprawy salwować. Chwilami mruczał coś do siebie półgłosem, to znów na Bohuna spoglądał, na którego twarzy malowały się na przemian to niepohamowany gniew, to smutek. "Dziw - myślał sobie Zagłoba - że taki gładysz, a i dziewki nawet sobie nie umiał skonwinkować. Kozak jest - to prawda - ale rycerz znamienity i podpułkownik, któren też, prędzej późniéj, jeśli tylko do rebelii nie przystanie, będzie nobilitowany, co wcale od niego zależy. A już pan Skrzetuski, zacny kawaler - i przystojny, ale z tym malowanym watażką na urodę i porównać się nie może. Hej, wezmą też się oni za łby, jak się spotkają, bo obaj zabijaki nie lada."
- Bohun, znasz-li dobrze pana Skrzetuskiego? - spytał nagle Zagłoba.
- Nie - odparł krótko watażka.
- Ciężką będziesz miał z nim przeprawę. Widziałem go też, jak sobie Czaplińskim drzwi otwierał. Goliat to jest i do wypitki, i do wybitki.
Watażka nie odpowiedział i znowu obaj pogrążyli się we własne myśli i własne frasunki, którym wtórując pan Zagłoba powtarzał od czasu do czasu: "Tak, tak, nie ma rady!" Upłynęło kilka godzin. Słońce powędrowało gdzieś het, na zachód ku Czehrynowi; od wschodu powiał wietrzyk chłodny. Pan Zagłoba zdjął kołpaczek rysi, przeciągnął ręką po spoconej głowie i powtórzył raz jeszcze:
- Tak, tak, nie ma rady!
Bohun obudził się jak ze snu.
- Co rzekłeś? - spytał.
- Mówię, że już zaraz ciemno będzie. Czy daleko jeszcze?
- Niedaleko.
Po godzinie ściemniło się rzeczywiście. Ale już też wjechali w jar lesisty, wreszcie na końcu jaru błysnęło światełko.
- To Rozłogi! - rzekł nagle Bohun.

WJZKKZM WJXXPZM WJKXJXM WJVBJZM WJVPPYM   Rolety | Hotele | Wiadomo¶ci ¦wiat | Porcelana Villa Italia | Anglia Wycieczka