Łuczywo palące się w grubach przygasło. W izbie zrobiło się ciemnawo i ponuro.
- Mikołaj, popraw ogień - rzekła kniahini.
Młody kniaź dorzucił łuczywa.
- Cóż? przyrzekacie? - pytał Bohun.
- Musimy Heleny spytać.
- Niech ona mówi za siebie, wy za siebie. Przyrzekacie?
- Przyrzekamy - rzekła kniahini.
- Przyrzekamy - powtórzyli kniaziowie.
Bohun wstał nagle i zwróciwszy się do Zagłoby, rzekł donośnym głosem:
- Mości Zagłobo! Pokłoń się i ty o dziewkę; może i tobie przyrzekną.
- Co ty, Kozacze, upił się?! - zawołała kniahini.
Bohun zamiast odpowiedzi wydobył list Skrzetuskiego i zwróciwszy się do Zagłoby, rzekł:
- Czytaj.
Zagłoba wziął list i począł go czytać wśród głuchego milczenia.
Gdy skończył, Bohun skrzyżował ręce na piersiach.