- Tak jest. Do księcia wojewody.
- A niechże to kaduk porwie! - zawołał pan Zagłoba. - A hetmani gdzie są?
- Pod Korsuniem. Ale Krzywonos już pewnie się bije z nimi.
- Krzywonos czy Prostonos, niechże go zaraza ukąsi ! To tam nie ma po co jechać?
- Jako lwu w paszczę, na zgubę waćpan leziesz.
- A ciebie kto wysłał do Łubniów? Twój pan?
- Pan z życiem uszedł, a mnie kum mój, co go mam między Zaporożcami, życie ocalił i uciec pomógł. Do Łubniów sam z własnej myśli jadę, bo i nie wiem, gdzie się schronić.
- A omijaj Rozłogi, bo tam Bohun. On także do rebelii chce się zapisać.
- O dla Boga! Rety! W Czehrynie mówili, że jeno patrzyć, jak i na Zadnieprzu chłopstwo się podniesie!
- Być to może, być może! Ruszajże w swoją drogę, gdzie się podoba, bo ja mam dość o swojej skórze myśleć.
- Tak i uczynię! - rzekł Pleśniewski i uderzywszy konia nahajem, ruszył.
- A omijaj Rozłogi ! - krzyknął mu na drogę Zagłoba - jeśli zaś spotkasz Bohuna, nie gadaj, żeś mię widział, słyszysz?
- Słyszę - odparł Pleśniewski. - Z Bogiem !
I popędził, jakby już goniony.
- No! - rzekł Zagłoba - masz diable kubrak! Wykręcałem się sianem z różnych okazji, ale w takich jeszcze nie byłem. Z przodu Chmielnicki, z tyłu Bohun, co gdy tak jest, nie dałbym jednej złamanej orty ani za swój przód, ani za tył, ani za całą skórę. Głupstwom pono zrobił, żem do Łubniów z waćpanną nie uciekał, ale o tym nie czas mówić. Tfu! tfu! tfu! Cały mój dowcip niewart teraz tego, żeby nim buty wysmarować. Co uczynić? gdzie się udać? W całej tej Rzeczypospolitej nie ma widać już kąta, w którym by człowiek swoją, nie darowaną śmiercią mógł zejść ze świata. Dziękuję za takie podarunki: niech je inni biorą!

WJQVXGM WJJYKGM WJJBGYM WQPXXKM WJQJPJM