- A czy ja wiem! - odparła ukazując żółte zęby.
- My Kozaki, matko, nie bójcie się, my nie od Lachiw.
- Lachiw?... szczob ich łycho!
- Wy nam życzycie?... prawda?
- Wam? - Starucha zastanowiła się chwilę. - A was szczoby bolaczka!
Anton nie wiedział, co ma począć, gdy nagle drzwi jednej chaty skrzypnęły i młodsza, ładna kobieta wyszła na podwórko.
- Ej, mołojcy, słyszała ja, szczo wy ne Lachy.
- Tak jest.
- A wy od Chmiela?
- Tak jest.
- Ne od Lachiw?
- Ni.
- A czego wy o chłopów pytali?
- Ot, tak pytali, czy już poszli.
- Poszli, poszli!