Wierszułł pochylił swą rudą jak płomień głowę i wyszedł, a ksiądz Muchowiecki, który zwykle księcia hamował, ręce złożył jak do modlitwy i w oczy mu błagalnie patrzył pragnąc łaskę wypatrzyć.
- Wiem, księże, o co ci chodzi - rzekł książe wojewoda - ale nie może być. Trzeba tego i dla okrucieństw, które oni tam za Dnieprem spełniają, i dla godności naszej, i dla dobra Rzeczypospolitej. Trzeba, aby się dowodnie okazało, iż jest ktoś, co się jeszcze tego watażki nie lęka i jak zbója go traktuje, któren choć pokornie pisze, przecie zuchwale postępuje i na Ukrainie jakby udzielny książę sobie poczyna, i taki paroksyzm na Rzeczpospolitą sprowadza, jakiego z dawna nie doznała.
- Mości książę, on pana Skrzetuskiego, jako pisze, odesłał - rzekł nieśmiało ksiądz.
- Dziękuję-ć w jego imieniu, że go z rezunami równasz. - Tu książę zmarszczył brwi. - Wreszcie dość o tym. Widzę - mówił dalej; zwracając się do pułkowników - że waszmościowie wszyscy sufragia za wojną dajecie; taka jest i moja wola. Pójdziemy tedy na Czernihów, zabierając szlachtę po drodze, a pod Brahinem się przeprawimy, za czym ku południowi ruszyć nam wypadnie. Teraz do Łubniów!
- Boże nam pomóż! - rzekli pułkownicy.
W tej chwili drzwi się otworzyły i ukazał się w nich Roztworowski, namiestnik wołoskiej chorągwi, wysłany przed dwoma dniami w trzysta koni na podjazd.
- Mości książę! - zawołał - rebelia szerzy się! Rozłogi spalone, w Wasiłówce chorągiew do nogi wybita.
- Jak? co? gdzie? - pytano ze wszystkich stron.
Ale książę skinął ręką, by milczano, i sam pytał:
- Kto to uczynił - hultaje czy jakowe wojsko?
- Mówią, że Bohun.
- Bohun?
- Tak jest.
- Kiedy się to stało?
- Przed trzema dniami.