- Widział ja jego, pane, ale to nietutejszy.
- A jakże wyglądał?
- Gruby, pane, jak piec, z siwą brodą. A proklinaw kak didko. Ślepy na jedno oko.
- O dla Boga! - rzecze pan Longinus -taż to chyba pan Zagłoba!... albo kto? a?
- Zagłoba? Czekaj wać! Zagłoba. Mogłoby to być! Oni w Czehrynie się z Bohunem powąchali, pili i w kości grali. Może to być. Jego to konterfekt.
Tu pan Zaćwilichowski zwrócił się znów do chłopa:
- I to ów szlachcic z panną uciekł?
- Tak jest. Tak my słyszeli.
- A wy znacie Bohuna dobrze?
- Oj! oj! pane. On tu przecie miesiącami przesiadywał.
- A może ów szlachcic za jego wolą ją uwiózł?
- Gdzie tam, pane! On Bohuna związał i żupanikiem okręcił, a pannę, mówili, porwał, że tyle ją oko ludzkie widziało. Ataman tak wył, jak siromacha. Do dnia kazał się między konie uwiązać i do Łubniów pognał, ale nie zgonił. Potem też gnał w inną stronę.
- Chwała bądź Bogu! - rzecze Migurski - to ona może być w Łubniach, bo że gonili i ku Czerkasom, to nic nie znaczy; nie znalazłszy jej tam, próbowali tu.
Pan Skrzetuski klęczał już i modlił się żarliwie.
- No, no! - mruczał stary chorąży - nie spodziewałem się po Zagłobie tego animuszu, by on z tak bitnym mężem, jako jest Bohun, zadrzeć się ośmielił. Prawda, że panu Skrzetuskiemu bardzo był życzliwy za ów trojniak łubniański, któryśmy razem w Czehrynie pili, i nieraz mnie o tym mówił, i zacnym kawalerem go nazywał... No, no! aż mnie się w głowie nie mieści, bo i za Bohunowe pieniądze wypił on przecie niemało. Ale by Bohuna miał związać, a pannę porwać - tak śmiałego postępku od niego nie wyglądałem, gdyżem miał go za warchoła i tchórza. Obrotny on jest, ale kolorysta z niego wielki, a u takich ludzi cała odwaga zwykle w gębie spoczywa.