- A to te wieści z Ukrainy!
- Jakie?
- Powiadali przecie Zaporożcy, że Tuhaj-bej odszedł z ordą do Krymu.
- To i cóż z tego? Na to przecie nie będziesz płakał.
- Owszem, braciaszku, boś mnie powiedział - i miałeś słuszność - co? - że kozackich głów liczyć nie mogę, a skoro Tatarzy odeszli, tak skądże ja wezmę trzech głów pogańskich? gdzie ich szukać będę? A mnie one, ach, jak potrzebne!
Skrzetuski, choć sam strapiony, uśmiechnął się i odrzekł:
- Zgaduję, o co ci chodzi, bom widział, jak cię dziś na rycerza pasowano.
Na to pan Longinus ręce złożył:
- Tak, bo po cóż dłużej i skrywać, polubiłem, braciaszku, polubiłem... Ot, nieszczęście!
- Nie martw się. Nie wierzę ja w to, by Tuhaj-bej już odszedł, a zresztą będziesz miał pogaństwa jak tych komarów nad głową.
Rzeczywiście całe chmury komarów unosiły się nad końmi i ludźmi, bo wojska weszły w kraj błot nieprzebytych, lasów bagnistych, łąk rozmiękłych, rzek, rzeczek i strumieni, w kraj pusty, głuchy, jedną puszczą szumiący, o którego mieszkańcach mawiano w owych czasach:
Dał dla córeczki
Szlachcic Hołota
Dziegciu dwie beczki,
Grzybów wianuszek,

WJVPGXM WJKPPXM WJKGXZM WJXQGJM WJZKYGM