- Więc zezwolimy na pohańbienie ojczyzny? Więc jeśli jutro nam każą, byśmy z powrozem u szyi do Tuhaj-beja i Chmielnickiego poszli, tedy i to dla posłuszeństwa uczynim?
- Veto! - ozwał się pan Krzysztof, podsędek bracławski.
- Veto! - powtórzył pan Kierdej.
Książę zwrócił się do pułkowników:
- Mówcie, starzy żołnierze! - rzekł.
Pan Zaćwilichowski głos zabrał:
- Mości książę, ja mam lat siedmdziesiąt, jestem Rusin błahoczestywy, byłem komisarzem kozackim i ojcem mnie sam Chmielnicki nazywał. Prędzej bym powinien za układami przemawiać, ale jeśli mi rzec przyjdzie: "hańba" albo "wojna", tedy jeszcze do grobu zstępując powiem: "wojna!"
- Wojna! - powtórzył pan Skrzetuski.
- Wojna, wojna! - powtórzyło kilkanaście głosów, między nimi pan Krzysztof, panowie Kierdeje, Baranowski i prawie wszyscy obecni.
- Wojna!wojna!
- Niechże się stanie wedle słów waszych - odrzekł poważnie książę- i buławą w otwarty list pana Kisiela uderzył.