- Uważcie tedy, mości panowie - mowił pan Zagłoba niekontent, że mu przerwano opowiadanie - jakom tę chorągiew zdobył...
- To Wierszułł nie ranny? - pytał znów Karwicz.
-...Nie pierwszą to już zdobyłem w życiu, ale żadna nie przyszła mi z taką pracą...
- Nie ranny, jeno potłuczony - odpowiedział pan Azulewicz, Tatar - i wody się napił, bo padł głową do stawu.
- To się dziwię, że ryby nie pozdychały- rzekł z gniewem pan Zagłoba - bo od takiej ognistej głowy musiała się woda zagotować.
- Wszelako wielki to kawaler!
- Nie tak zbyt wielki, skoro dość było na niego pół-Jana. Tfu, z waszmościami dogadać się nie można! Moglibyście się też ode mnie nauczyć, jak zdobywać chorągwie na nieprzyjacielu...
Dalszą rozmowę przerwał młodziuchny pan Aksak, który w tej chwili zbliżył się do ogniska.
- Nowiny przynoszę waszmościom! - rzekł dźwięcznym, półdziecięcym głosem.
- Niańka pieluch nie uprała, kot mleko zjadł i farfurka się stłukła - mruknął pan Zagłoba.
Ale pan Aksak nie zważał na tę przymówkę do swego chłopięcego wieku i rzekł:
- Pułjana ogniem pieką...
- Będą psi mieli grzanki! - przerwał pan Zagłoba.
-...I czyni zeznania. Układy zerwane. Pan z Brusiłowa mało nie szaleje. Chmiel idzie z całą potęgą w pomoc Krzywonosowi.
- Chmiel? cóż to Chmiel! Kto tu sobie co robi z Chmiela? Idzie Chmiel będzie piwo, beczka ortę! Drwimy z Chmiela!... - trzepał pan Zagłoba tocząc przy tym groźnie i dumnie oczyma po obecnych.