- Bywajcie! Dzięki tym oto ichmościom nie potrzebuję już pomocy. To moi synkowie, których polecam łasce mości panów: Symeon, Jur, Andrzej i Mikołaj - a to kto piąty? - rzekła przypatrując się pilnie - hej! jeśli stare oczy widzą po ciemku, to Bohun - co?
Kniaziówna cofnęła się nagle w głąb kolaski.
- Czołem wam, kniahini, i wam, kniaziówno Heleno! - rzekł piąty jeździec.
- Bohun! - mówiła stara. - Od pułku przybyłeś, sokole? A z teorbanem? Witajże, witaj! Hej, synkowie! Prosiłam już ichmościów panów na nocleg do Rozłogów, a teraz wy im się pokłońcie! Gość w dom, Bóg w dom! Bądźcieżichmościowie na nasz dom łaskawi.
Bułyhowie uchylili czapek.
- Prosimy pokornie waszmościów w niskie progi.
- Już mi też obiecali i jego wysokość pan poseł, i imć pan nsmiestnik. Zacnych kawalerów będziemy przyjmowali, tylko że przywykłym do specjałów na dworach, nie wiem, czyli będzie smakowała nasza uboga pasza.
- Na żołnierskim my chlebie, nie na dworskim chowani - rzekł pan Skrzetuski.
A pan Rozwan Ursu dodał:
- Próbowałem ja już gościnnego chleba w szlacheckich domach i wiem, że i dworski mu nie wyrówna.
Wozy ruszyły naprzód, a stara kniahini mówiła dalej:
- Dawno to; dawno już minęły lepsze dla nas czasy. Na Wołyniu i na Litwie są jeszcze Kurcewicze, którzy poczty trzymają i wcale po pańsku żyją, ale ci biedniejszych krewnych znać nie chcą, za co niech ich Bóg skarze. U nas prawie kozacza bieda, którą nam waszmościowie musicie wybaczyć i szczerym sercem przyjąć to, co szczerze ofiarujemy. Ja i pięciu synów siedzimy na jednej wiosce i kilkunastu słobodach, a z nami i ta jeszcze jejmościanka na opiece.
Namiestnika zdziwiły te słowa, gdyż słyszał w Łubniach, że Rozłogi były niemałą fortuną szlachecką, a po wtóre, że należały ongi do kniazia Wasyla, ojca Heleny. Nie zdało mu się jednak rzeczą stosowną pytać, jakim sposobem przeszły w ręce Konstantyna i jego wdowy.
- To jejmość pani pięciu masz synów? - zagadnął pan Rozwan Ursu.
- Miałam pięciu jak Iwów - rzecze kniahini - ale najstarszemu, Wasylowi, poganie w Białogrodzie oczy wykapali pochodniami, od czego mu też i rozum się nadwerężył. Gdy młodzi pójdą na wyprawę, ja sama w domu zostaję, z nim tylko i z jejmościanką, z którą większa bieda niż pociecha.