- Żywych brać do atamana! do atamana! - wrzeszczały głosy w tłumie.
- Poddaj się!
Ale pan Skrzetuski poddawał się już tylko Bogu, bo oto pobladł nagle, zachwiał się i runął na dno statku.
- Proszczaj, bat'ku! - ryknął z rozpaczą wachmistrz.
Ale po chwili padł także. Ruchliwa masa napastników pokryła czajki zupełnie.