Po zakończeniu tego opowiadania zapytałem - Gdzie jest ta książeczka Jana Kumaka, którą chce pani odesłać swojej rodzicielce? - Pójdziemy do pokoju i znajdę ją. - Gdy tylko usiedliśmy, by czytać, przyjechał też pan domu. Ujrzawszy mnie, gorąco się przywitał, po bratersku, po chrześcijańsku ucałowaliśmy się, zaprowadził mnie do swego pokoju i mówił - Pójdziemy, najdroższy bracie, do mojego gabinetu, pobłogosławisz moją celę. Myślę, że ona - wskazał na żonę - dość ci nadokuczała: gdy zobaczy kogoś pielgrzymującego, albo chorego, gotowa dzień i noc od niego nie odstępować. Z dawna mają taki zwyczaj w jej rodzie. Weszliśmy do gabinetu. Jakież tu mnóstwo książek, przepiękne ikony, życiodajny krzyż naturalnej wielkości, a przy nim stoi Ewangelia. Pomodliłem się i mówię - Masz tu, ojczulku, istny raj Boży. Oto sam Pan nasz, Jezus Chrystus, Jego Przeczysta Matka, święci Jego, a to pokazałem książki - ich Boże, żywe, nigdy nie milknące słowa i pouczenia. Myślę, że często rozkoszuje się pan niebiańską z nimi rozmową. - Tak, przyznaję - odpowiedział pan domu - jestem miłośnikiem lektury. - Jakie ma pan książki? - zapytałem. - Mam też dużo i duchowych - odpowiedział. - Oto całoroczny cykl żywotów świętych, dzieła Jana Złotoustego, Bazylego Wielkiego, wiele książek teologicznych i filozoficznych, dużo tu też kazań znakomitych współczesnych kaznodziejów. Kosztowała mnie ta biblioteka jakieś pięć tysięcy rubli.