- Wybacz mi, najdroższy bracie, pytałem cię nie z samej tylko ciekawości, ale z dobroci i chrześcijańskiego współczucia. I jeszcze dlatego, że dwa lata temu widziałem wydarzenie, które spowodowało, że zrodziło się we mnie pytanie, które ci postawiłem. Otóż przyszedł do nas jakiś biedak mający papiery emerytowanego żołnierza, stary, niedołężny, a biedny tak, że prawie nagi i bosy. Mówił mało i tak prosto jak chłop ze stepów. Przyjęliśmy go do naszego schroniska dla ubogich. Po jakichś pięciu dniach silnie zachorował i dlatego przenieśliśmy go do tej właśnie altany, uśmierzyliśmy jego cierpienia i sami, ja z żoną, zaczęliśmy go pielęgnować i leczyć. W końcu widać było, że zbliża się śmierć. Przygotowaliśmy go poprosiwszy naszego kapłana, by go wyspowiadał, udzielił mu Komunii i Ostatniego Namaszczenia. W przeddzień swej śmierci wstał, poprosił mnie o arkusz papieru i pióro, a potem, bym zamknął drzwi i nikogo nie wpuszczał, dopóki nie napisze dla syna testamentu, o którego przesłanie, po jego śmierci, do Petersburga, pod wskazany adres, prosił. Zdumiałem się widząc, że pisał nie tylko pięknym, kształtnym charakterem, ale także tym, że sam tekst był znakomity, bezbłędny i subtelny. Mam jego kopię i jutro ci przeczytam.

WQGKJQM WQYGJGM WQYBQJM WQVZQKM WQGJZVM