Po tych naszych rozmowach z panem domu, zdrzemnąwszy się godzinkę czy półtorej, usłyszeliśmy dzwon na jutrznię, wówczas żeśmy wstali i poszli. Wchodzimy do cerkwi, a tu już zastajemy panią domu ze swoimi dziateczkami. Wysłuchaliśmy jutrzni, a zaraz po niej zaczęła się liturgia. Z panem domu i jego synkiem staliśmy blisko ołtarza, a pani domu z maleńką panienką przy ołtarzowym oknie, by widzieć wniesienie świętych darów. Mój Boże! Jak oni modlili się na kolanach i zalewali radosnymi łzami! Jak jaśniały ich twarze sprawiając, że i ja patrząc na nie, wypłakałem się.
Po zakończeniu liturgii pani i pan domu z dziećmi, kapłan, słudzy i wszyscy ubodzy poszli razem do stołu zjeść obiad, a samych ubogich była ze czterdziestka, w tym kaleki, i z wielkimi głowami, i dzieci. Wszyscy usiedli przy jednym stole. Jakaż tam była cisza i milczenie! Zdobywszy się na odwagę, powiedziałem po cichu do pana domu - W monasterach w czasie posiłku czyta się żywoty świętych, moglibyśmy tak i my, ma pan przecież cały cykl żywotów. Pan domu zwróciwszy się do pani mówi: Rzeczywiście, Mario, moglibyśmy wprowadzić taki zwyczaj. Będzie to bardzo pouczające. Podczas pierwszego obiadu będę czytał ja, potem ty, później nasz ojczulek, i wreszcie, po kolei, bracia, który umie. Kapłan nasz, jedząc, zaczął mówić - Słuchać lubię bardzo, ale jeśli chodzi o czytanie, dziękuję najmocniej, w żaden sposób nie mam na to czasu. Przyjdziesz do domu, to nie wiesz, w którą stronę się obrócić, wciąż kłopoty, troski, i to trzeba zrobić, i tamto, dzieci gromada, bydła pod dostatkiem, cały dzień krzątanina, gdzie mi tam do czytania czy nauki. To, czego nauczyłem się w seminarium, dawno już zapomniałem. Usłyszawszy to aż zadrżałem, a pani domu, siedząca obok mnie, jak mnie nie chwyci za rękę! I zaczęła mówić - Nasz ojczulek mówi to z pokory, zawsze tak się poniża, a przecież tak jest dobry. I jak bogobojnie żyje: już dwadzieścia lat jest wdowcem i wychowuje całą gromadkę wnucząt, a jeszcze często odprawia nabożeństwa. Gdy to usłyszałem, przyszła mi do głowy myśl Nicety Stetatosa, którą znałem z Dobrotolubija: Istotę rzeczy mierzy się stosownie do wewnętrznego stanu duszy: każdy według tego, jaki jest, sądzi o innych. I jeszcze: Kto doszedł do prawdziwej modlitwy i miłości, nie rozróżnia rzeczy, nie czyni różnicy między sprawiedliwym a grzesznikiem, wszystkich kocha jednakowo i nie sądzi ich; jak Bóg, który sprawia, że Jego słońce i deszcz służą sprawiedliwym i niesprawiedliwym (Mt 5,45).