Wysłuchałem tego wszystkiego uważnie i wzruszony poprosiłem owego świętego ojca o to, by mnie wyspowiadał i udzielił świętych Chrystusowych sakramentów. Rankiem, przystąpiwszy do nich, chciałem wracać do Kijowa, mając na drogę tak zbawienne dary, ale ów dobry ojciec zamierzał udać się wkrótce do Ławry zostawił mnie na ten czas w swej celi pustelnika, bym bez przeszkód, pośród ciszy, mógł oddawać się modlitwie. Rzeczywiście, dni te spędziłem jakby w niebie: dzięki modlitwom mojego starca cieszyłem się, i to ja, niegodny, całkowitym spokojem. Modlitwa tak lekko i rozkosznie wylewała się w mym sercu, że w tym czasie zapomniałem chyba o wszystkim, nawet o sobie, moją myślą trwałem jedynie przy Jezusie Chrystusie!

W końcu spowiednik wrócił i spytałem go o pouczenie i radę, dokąd ruszyć w moją drogę pielgrzyma. Pobłogosławił mnie tak - Idź do Poczajowa, pokłoń się cudownemu śladowi stopy Przeczystej Bożej Rodzicielki, a ona twoje stopy skieruje na drogę pokoju. Przyjąłem więc jego radę z wiarą i po trzech dniach ruszyłem do Poczajowa.

Nie bez znużenia wędrowałem ze dwieście wiorst, bo droga biegła obok żydowskich karczm i osiedli, rzadko trafiały się zabudowania chrześcijan. W jakimś chutorze znalazłem rosyjski chrześcijański zajazd i ucieszywszy się zaszedłem doń przenocować i poprosić o trochę chleba na drogę, bo kończyły się już moje suchary. Napotkałem tam gospodarza, starca, wyglądał na zamożnego, i usłyszałem od niego, że pochodzi, jak ja, z guberni orłowskiej. Wszedłem tylko do izby, a ten zaraz - Jakiej jesteś wiary?

WQBJKKM WQGPXBM WQGXQYM WQKYVQM WQKKQYM