Odpowiedziałem, żem prawosławny chrześcijanin.
- Jaki tam prawosławny! - zaśmiał się. - Prawosławie macie na języku, a zachowujecie się jak poganie. Znam ja już, bracie, tę waszą wiarę! Kusił mnie pewien uczony pop, aż uległem i poszedłem do tej waszej cerkwi, ale po pół roku wróciłem do naszej ugody. Do tej waszej cerkwi pójść, to jedno zgorszenie: w czasie świętej liturgii diaczek coś tam mamrocze, ciągle opuszcza, zrozumieć nie można, śpiewacy nie lepsi niż w karczmie, ludzie też stoją, jak się da, kobiety razem z mężczyznami, w czasie liturgii rozmawiają, kręcą się na wszystkie strony, rozglądają się, to robią krok do przodu, to do tyłu, tak że nie dadzą się spokojnie pomodlić. Czy jest to zatem Boża liturgia? Toż to jeden grzech! U nas jest całkiem inaczej: zrozumiale, bez opuszczeń, śpiew miły dla ucha, ludzie stoją spokojnie, mężczyźni osobno, kobiety osobno, wszyscy też wiedzą, gdzie i jaki pokłon oddawać według zwyczaju świętej Cerkwi. Tak, tak, przyjdziesz do nas, to zaraz czujesz, że to służba Boża, a u was nie zrozumiesz, w świątyni, czy na bazarze!
Słuchając go zrozumiałem, że jest starowiercem, ale ponieważ mówił prawdę, to nie miałem się z nim co spierać albo go nawracać. Pomyślałem sobie tylko, że nie ma co prawdziwej Cerkwi przywracać staroobrzędowców, dopóki u nas nie poprawi się cerkiewna liturgia i nie dadzą im przykładu, zwłaszcza duchowni. Staroobrzędowiec nie zna się na życiu wewnętrznym, ważne są dla niego sprawy zewnętrzne, a u nas o to nie dbają.