Tak oto obecnie usiłuję dotrzeć do samotnej pustelni, zwanej Anzerską, przy monasterze Sołowieckim na Morzu Białym; słyszałem bowiem z wiarygodnego źródła, że to najlepsze miejsce dla życia kontemplacyjnego. Powiem wam coś jeszcze: prawdą jest, że choć w podróży pociesza mnie święta Ewangelia, bo obficie rozświetla mój niedojrzały umysł i rozgrzewa chłód mego serca, to wyznając moją bezsilność powiem szczerze, że warunki spełniania dzieł pobożności i osiągnięcia zbawienia, wymagające całkowitego samozaparcia i czynów nadzwyczajnych, pokory najgłębszej, jak to nakazuje Ewangelia, przerażają mnie swą wzniosłością, gdy widzę swą niemoc i zepsucie mego serca. Stojąc teraz między rozpaczą i nadzieją nie wiem, co się ze mną stanie w przyszłości!
MNICH-POKUTNIK: Mając tak zobowiązującą gwarancję, szczególnej, cudownej Bożej miłości i taką uczoność nie można nie tylko wpadać w przygnębienie, byłoby to niewybaczalne, ale nie należy nawet dopuszczać do naszej duszy cienia wątpliwości w opiekę i pomoc Bożą! Czyż nie wiesz, co mówi o tym oświecony przez Boga Chryzostom? Nikt nie powinien wpadać w przygnębienie, poucza, i mylnie uważać, że nakazy Ewangelii są niewykonalne lub trudne do wykonania! Bóg, postanawiając zbawienie człowieka, oczywiście nie po to dał mu nakazy, żeby uczynić go przestępcą, gdy ich nie wypełni. Przeciwnie - dzięki ich świętości i dobroci chciał pobłogosławić nam zarówno w tym życiu, jak i w wieczności.