PIELGRZYM: Wydaje mi się, że nikt nie ocenił lepiej zalet milczenia, niż to uczynił św. Jan Klimaks "Milczenie, mówi on, jest matką modlitwy, powrotem z niewoli grzechu, niewidzialnym postępem w cnotach, ciągłym wstępowaniem w niebo". Przecież nawet sam Jezus Chrystus, aby ukazać nam pożytek i konieczność milczącej samotności, często zostawiając nauczanie publiczne oddalał się w miejsca ustronne, by w milczeniu i spokoju przebywać na modlitwie.
Ci, co żyją w milczeniu, oddając się kontemplacji, są jak filary podtrzymujące pobożność Kościoła przez swą nieustanną modlitwę: nawet w głębokiej starożytności widzimy, że liczni pobożni ludzie świata, nawet sami władcy narodów i ich dostojnicy, wyprawiali się, by odwiedzać pustelników i tych, co żyją w milczeniu, i błagać ich o modlitwę w intencji swego umocnienia i zbawienia. Wynika z tego, że nawet milczący samotnik może służyć bliźnim i współdziałać dla dobra i pożytku społeczeństwa poprzez swą samotną modlitwę.
PROFESOR: Jeszcze z jedną myślą nie mogę się uporać: wszyscy chrześcijanie mają zwyczaj proszenia siebie wzajemnie o modlitwę; pragnienie by inni modlili się za mnie, zwłaszcza powierzeni mi członkowie Kościoła. Czy nie jest to zwyczajna potrzeba płynąca z miłości własnej, a może tylko przejęty, zasłyszany od innych, zwyczaj mówienia tak, bo tak się spodobało, bez głębszego zastanowienia? Czyż Bóg potrzebuje ludzkiego starania się, zabiegów, jeśli przecież przewiduje wszystko i czyni najlepiej według swej Opatrzności, a nie według naszych chęci, wiedząc i wyznaczając wszystko zanim poprosimy, jak to mówi święta Ewangelia? Czyż na Jego wyroki silniej może wpłynąć modlitwa wielu niż jednego? Byłby zatem Bóg kimś stronniczym? Czyż modlitwa innych może uratować mnie, gdy przecież każdy za swoje czyny będzie zawstydzony albo wysławiany? Dlatego proszenie innych o modlitwę jest, jak myślę, tylko pobożnym owocem duchowej uprzejmości, wystawiającej w dodatku na widok publiczny pokorę, chęć przypodobania się przez okazanie wzajemnych względów, i nic ponadto!