ROZDZIAŁ I


Pracownia, w której mieszkaliśmy i malowali ze Świateckim, była nie zapłacona, raz dlatego, że w dwóch mieliśmy coś około pięciu rubli, a po wtóre, że czuliśmy zupełnie szczery wstręt do płacenia komornego.
Nazywają nas malarzy rozrzutnikami, a ja pierwszy wolę przepić pieniądze niż marnować je na zapłacenie gospodarzowi.
Co do naszego gospodarza, nie był to zły człowiek, a przy tym znaleźliśmy na niego radę.
Kiedy, zwykle rano, przychodził się upominać, Światecki, który sypiał na sienniku na ziemi, a nakrywał się turecką firanką używaną przez nas jako tło do portretów podnosił się do połowy i mówił grobowym głosem:
-Dobrze, że pana widzę, bo śniło mi się, żeś pan umarł.
Gospodarz, który był przesądny i widocznie bał się śmierci, mieszał się zaraz nadzwyczajnie, Światecki zaś rzucał się zaraz na siennik, wyciągał nogi, składał ręce na piersiach i mówił dalej:
-Takem pana widział jak teraz: miałeś pan białe rękawiczki z za długimi palcami i lakierki; zresztą nie byłeś pan bardzo zmieniony.
Wówczas ja dodawałem z kolei:
-Czasem się takie sny nie sprawdzają.
Zdaje się, że to "czasem" doprowadzało gospodarza do depresji. Kończyło się na tym, że wpadał w gniew, trzaskał drzwiami i słyszeliśmy, jak schodził po cztery schody od razu klnąc na czym świat stoi. Poczciwa dusza nie chciała jednak przysłać nam komornika.

WQZZVKM WQGGXQM WQVBBGM WJVZBGM WJXKBGM   Teksty Piosenek | Video Bella | Pozycjonowanie Stron | Odywki I Suplementy | Redakcja Tekstw