Przyszła stara Antoniowa z bułkami, którą Światecki na próżno od roku namawia, żeby się powiesiła - i zasiedliśmy do herbaty.
-Z czegoś ty dziś taki rad? - pyta mnie opryskliwie Światecki.
-Bo ja wiem! Obaczysz, że nas spotka coś nadzwyczajnego.
W tej chwili słyszymy trzeszczenie schodów prowadzących do pracowni.
-Gospodarz! Masz twoją nadzwyczajność! - mówi Światecki.
To rzekłszy dopija herbatę tak gorącą, że aż mu łzy w oczach stają, zrywa się, a ponieważ kuchenka nasza jest przechodnia, więc chowa się w pracowni za kostiumy i woła ze swej kryjówki zdyszanym głosem:
-Mój ty! on cię ogromnie lubi, rozmów się z nim!...
-On przepada za tobą! - odpowiadam lecąc do kostiumów - rozmów się ty!
Wtem drzwi się otwierają i wchodzi - kto? - Nie gospodarz, ale stróż tego domu, w którym mieszkają Susłowscy.
Wypadamy zza kostiumów.
-List dla pana przyniosłem - mówi stróż.
Biorę list... Na Hermesa! od Kazi! Rozrywam kopertę i czytam, co następuje:
"Mam pewność, że rodzice nam przebaczą. Przyjdź pan natychmiast, bez względu na wczesną godzinę. Dopiero co wróciliśmy z wód, z ogrodu. K."
Nie mam wprawdzie pewności, co mianowicie rodzice mają mi przebaczać, ale nie mam też i czasu myśleć o tym, bo tracę głowę ze zdziwienia...
Dopiero po chwili podaję list Świateckiemu i powiadam do stróża:
-Przyjacielu! Powiedz panience, że natychmiast przychodzę... Czekaj... Nie mam drobnych, ale masz tu trzy ruble [ostatnie!], zmień, weź sobie rubla, a mnie odnieś resztę.
Mówiąc nawiasem, potwór wziąwszy trzy ruble nie pokazał się więcej. Wiedział wyrodek, że nie zrobię awantury w domu Susłowskich, i wyzyskał położenie najbezecniej. Ale wówczas nie zauważyłem tego nawet.
-No cóż? - pytam Świateckiego.
-Nic! Każde ciele znajdzie rzeźnika.
Pośpiech, z którym się ubierałem, nie pozwolił mi wynaleźć odpowiedniej i stosownej dla Świateckiego obelgi.