Jednocześnie też nadchodzi Stach Kłosowicz z porannym numerem "Bieguna". Depesza jest i w "Biegunie". Oddycham.
Zaczynają się teraz poszczególne powinszowania.
Stary Słudecki, fałszywa sztuka do gruntu, a słodka jak syrop, potrząsa moją ręką i mówi:
-Boże kochany! zawsze wierzyłem w geniusz kolegi i zawsze broniłem kolegę... (wiem, że nazywał mnie osłem...), ale... Boże kochany... może kolega sobie nie życzy, żeby taki fa-presto, jak ja, nazywał kolegę kolegą, w takim razie niech kolega wybaczy dawnemu przyzwyczajeniu, Boże kochany...
Życzę mu w duszy, żeby wisiał, ale nie mogę mu odpowiedzieć, bo w tej chwili odciąga mnie na bok Karmiński i mówi z cicha, ale tak, żeby go słyszano:
-Może kolega potrzebuje pieniędzy, to niech kolega powie, a ja tego...
Karmiński znany jest między nami ze swej uczynności. Raz w roku mówi któremuś z nas: "Jeżeli kolega potrzebuje pomocy, to niech kolega powie, a tego - do widzenia!" A naprawdę ma pieniądze. Odpowiadam mu, że jak nie znajdę gdzie indziej, to się do niego udam. Tymczasem przychodzą inni, szczere chłopaki jak złoto i ściskają mnie, aż mnie boki bolą. Zbliża się na koniec Światecki; widzę, że jest wzruszony, ale ukrywa to i mówi szorstko:
-Choć widzę, że zżydziejesz, ale ci winszuję!

WJJQXJM WJZZVXM WJJXGKM WQPBQJM WQPYJZM