Być może zresztą, że tak jest...
-Coś ty nazmyślał! - wołam - jak mnie tu widzisz, tak dopiero z "Latawca" dowiedziałem się o wszystkim.
-Cóż mnie to może obchodzić? - powiada Ostrzyński.
-O wystawieniu obrazu nic także nie mówiłem.
-A teraz mówisz - powiada z flegmą Ostrzyński.
-I on matki nie ma, i matka jego nie zasłabła! - woła Wojtek Michalak.
-Mało mnie to obchodzi - powtarza z godnością Ostrzyński, zdejmując drugą rękawiczkę.
-Ale depesza prawdziwa?
-Prawdziwa.
Zapewnienie to uspokaja mnie zupełnie. Przez wdzięczność nalewam mu ponczu. On przytyka usta do brzegu szklanki, wypija łyk, a następnie mówi:
-Naprzód twoje zdrowie, a drugi haust wypiję, wiesz za czyje?... Winszuję ci podwójnie.
Ostrzyński wzrusza ramionami.
-Skąd wiesz?
-Bo przecież Susłowski był dziś przed ósmą w redakcji.
Światecki poczyna coś mruczeć o ludziach podłych w ogólności; ja nie mogę dłużej wytrzymać i porywam za kapelusz. Ostrzyński wychodzi ze mną, ale zostawiam go po drodze i po paru minutach dzwonię po raz drugi do Susłowskich. Otwiera mi znów Kazia; rodziców nie ma w domu.
-Kazik! - mówię surowo - wiedziałaś o depeszy?
-Wiedziałam - odpowiada spokojnie.
-A... Kazik!
-Cóż chcesz, mój drogi? Rodzicom się nie dziw... Przecie oni muszą mieć jakiś powód rozsądny, dla którego zgadzają się na ciebie.

WQPGZJM WQBVKXM WQBPXKM WJQKKXM WJJJZZM   Muzyka Disco Polo | Darmowe Domeny | Wyszukiwarka Mp3 | Expekt | Zarabianie przez Internet