-Ale ty, Kaziu?
-A ja skorzystałam z pierwszej sposobności... czy to mi masz za złe, Władku?
W oczach mi się rozjaśnia i zdaje mi się, że Kazia ma zupełną słuszność. Właściwie mówiąc: czegom ja tu przyleciał jak wariat? Tymczasem Kazik zbliża się i opiera główkę o moje ramię; ja obejmuję ją wpół, ona przechyla mi przez ramię twarzyczkę, zamyka oczy, wysuwa swój różowy dzióbek i szepce:
-Nie, nie, Władku!... nie teraz... po ślubie... proszę cię!
Wskutek tej prośby przyciskam ustami jej dzióbek i pozostajemy tak, póki nam proces oddychania pozwala. Oczy Kazi robią się omdlałe... Wreszcie zasłania je i mówi:
-A takem cię prosiła, żeby nie...
Wymówka i spojrzenie spod ręki rozczulają mnie do tego stopnia, że całuję ją po raz drugi. Gdy się kogoś kocha, ma się naturalnie większą ochotę całować go niż na przykład bić... A ja kocham Kazię bez miary i pamięci, za życia do śmierci, po śmierci! Ona albo żadna i basta!
Kazia wyraża zdyszanym głosem obawę, że stracę dla niej szacunek najdroższe stworzenie! jakie ona głupstwa plecie! Uspokajam ją, jak mogę, i poczynamy mówić rozsądnie.
Staje między nami umowa, iż jeśli państwo Susłowscy będą udawali, że o depeszy dowiedzieli się później, to nie dam im poznać, że wiem, jak rzeczy stoją - po czym żegnam Kazika obiecawszy jej, że przyjdę wieczorem.
Jakoż muszę lecieć do kancelarii Tow. Zachęty Sztuk Pięknych; przez nią najłatwiej mi będzie porozumieć się z sekretariatem Salonu.

ROZDZIAŁ III

Posyłam depeszę z oświadczeniem, że zgadzam się na cenę barona Hirsza, ale że przedtem postanawiam wystawić obraz w Warszawie etc.
Na wysłanie depeszy oraz na inne potrzeby pożyczam pieniędzy w zarządzie. Dają mi bez wahania. Wszystko idzie jak po maśle...
W "Latawcu" i "Biegunie" wychodzą moje biografie, w których zresztą nie ma słowa prawdy, ale jak mówi Ostrzyński: "Cóż to mnie może obchodzić?" Otrzymałem także wezwanie do dwóch ilustracyj. Chcą pomieścić moje portrety i reprodukcje mego obrazu. Dobrze!
Monety będzie jak wody.

ROZDZIAŁ IV

W tydzień później odbieram zadatek od barona Hirsza.
Całość będzie wypłacona, kiedy nabywca wejdzie w posiadanie płótna; tymczasem Bank Handlowy pali mi na stół pięć tysięcy franków w samych ludwikach. Jak żyję, nie widziałem tyle pieniędzy. Wracam obładowany jak muł.
W pracowni zebranie. Rozrzucam moje ludwiki po podłodze, a że nigdy dotąd nie tarzałem się w złocie, więc poczynam się tarzać w złocie. Po mnie tarza się Światecki... Nadchodzi gospodarz i myśli, że dostaliśmy pomieszania zmysłów... Bawimy się kannibalsko!

WQBZXGM WQPKKGM WJQQYPM WJJGXKM WJJPYPM   Dj | Modernizacja Gospodarstw | Karty Plastikowe | Monika Kawka | Odywki