Ciskam przekleństwo na Ostrzyńskiego i jego potomstwo aż do dziewiątego pokolenia, po czym chcę sam lecieć za nieznajomą.
Na nieszczęście siadła do dorożki.
Z daleka widzę tylko jej ryżowy kapelusz i czerwoną parasolkę.
-Znasz ją naprawdę? - pytam Ostrzyńskiego.
-Ja wszystkich znam!
-Co to za jedna?
-To pani Helena Kołczanowska, z domu Turno, inaczej tak zwana panna-wdowa.
-Dlaczego panna-wdowa?
-Bo jej mąż umarł przy cukrowej kolacji. Jeśliś już ochłonął, to ci powiem jej historię. Był sobie bardzo bogaty, bezdzietny kawaler Kołczanowski de Kołczanowo, szlachcic z Ukrainy. Miał ogromnie zacną rodzinę, która spodziewała się po nim dziedziczyć - i ogromnie krótką szyję, która dodawała tym większej otuchy spadkobiercom. Spadkobierców tych znałem. Byli istotnie zupełnie porządni ludzie, ale cóż chcesz! Najporządniejsi, najmniej interesowni z nich nie mogli się wstrzymać od spoglądania na szyję Kołczanowskiego. Tak to wreszcie dokuczyło staremu, że na złość rodzinie oświadczył się o córkę sąsiada, zrobił intercyzę, zapisał jej cały majątek, następnie wziął ślub, po ślubie było wesele, przy końcu wesela cukrowa kolacja, a przy końcu cukrowej kolacji apopleksja zabiła go na miejscu... W ten sposób pani Helena została panną-wdową - rozumiesz?
-Dawno to było?
-Trzy lata temu. Miała wówczas dwudziesty drugi rok... Od tego czasu mogła dwadzieścia dwa razy iść za mąż, ale nie chce... Przypuszczano, że czeka na księcia. Pokazało się, że i to nie, bo niedawno odpaliła księcia. Zresztą wiem dobrze, że tam nie ma żadnych pretensyj, a najlepszy dowód, że pani Kołczanowska żyje dotychczas w ścisłej przyjaźni z naszą znaną, sympatyczną, utalentowaną etc. Ewą Adami, a którą kolegowała swego czasu na pensji.
Usłyszawszy to, ażem podskoczył z radości.
Jeśli tak, to mniejsza o Ostrzyńskiego. Moja kochana, poczciwa Ewusia ułatwi mi poznanie pani Heleny Kołczanowskiej.
-Słuchaj, więc nie wprowadzisz mnie do niej? - pytam Ostrzyńskiego.
-Ostatecznie, jak kto się chce z kimś w mieście poznać, to się pozna - odpowiada Ostrzyński - ale żeś ty mnie odsadził od Kazi, więc nie chcę, by w danym razie powiedziano, żem się przyczynił... Czy ja wreszcie wiem... Bądź zdrów!