To rzekłszy zakrywa oczy. Nie mogę powiedzieć, żeby nie było dużo wdzięku w tych jej minkach... Przyrzekam, że przyjdę, i odprowadzam swoją przyszłą rodzinę aż na sam dół...
Wróciwszy zastaję Świateckiego patrzącego bokiem i z nieufnością na całą paczkę sturublówek leżącą na stole.
-Co to jest?
-Wiesz, co się stało?
-Nie wiem...
-Okradłem jakiegoś człowieka jak prosty złodziej.
-Jak to?
-Sprzedałem swoje "truposze".
-I to są pieniądze?
-Tak... jestem podły lichwiarz.
Ściskam Świateckiego, winszuję mu z całego serca, on zaś poczyna opowiadać, jak się to stało.
-Siedzę po twoim odejściu, aż przychodzi jakiś pan i pyta się, czy to ja jestem Światecki. Ja powiadam: "Ciekawym, dlaczego bym nie miał być Świateckim!" Tak on powiada: "Widziałem pański obraz i chcę go kupić". Ja mówię: "To dobrze, ale pozwól pan sobie powiedzieć, że trzeba być idiotą, żeby taki podły obraz kupować." On znów na to: "Idiotą - mówi - nie jestem idiotą, ale mam fantazję kupować obrazy malowane przez idiotów." - "Kiedy tak, to dobrze" - powiadam... Pyta mnie o cenę, ja mówię: "A mnie co do tego?" - "Daję panu tyle a tyle." - "To dobrze! Kiedy pan daje, to niech pan daje!" On dał i poszedł. Zostawił mi kartkę z nazwiskiem Białkowski, doktor medycyny... Jestem podły lichwiarz i basta!
-Niech żyją "truposze"! Światecki, ożeń się...
-Wolałbym się powiesić - mówi Światecki. -Podłym lichwiarz, nie więcej.

WQPJQGM WJQQYZM WQPKKJM WJJPBQM WJJGXYM   Ksigowo Warszawa | yczenia Sylwestrowe | Doktor Spiele | Strony Www | skip hire