Na koniec pewnego dnia przy herbacie pyta mnie opryskliwie:
-Słuchaj, co ty zamyślasz zrobić z tą dziewczyną?
-Z jaką dziewczyną?
-Z tą Susłowską czy jak tam?
-Nic nie myślę zrobić z tą Susłowską czy jak tam...
Następuje chwila milczenia, potem Światecki znów mówi:
-Ona tam po całych dniach beczy, aż patrzeć nie mogę...
Co to za poczciwa dusza!
W tej chwili i jego głos drga wzruszeniem, ale chrząka jak nosorożec i dodaje:
-Porządny człowiek tak nie postępuje.
-Światecki, zaczynasz mi przypominać papę Susłowskiego!
-Być może... wolę przypominać papę Susłowskiego niż skrzywdzić jego córkę.
-Proszę cię, odczep się ode mnie.
-Dobrze! mogę cię nawet wcale nie znać.
Na tym kończy się rozmowa i od tej chwili nie gadam ze Świateckim.
Udajemy, że się nie znamy, co jest tym zabawniejsze, że mieszkamy ciągle razem, pijamy rano herbatę razem i żadnemu z nas nie przychodzi na myśl wyprowadzić się z pracowni.
Termin mojego ślubu z Ewą zbliża się...
Za pośrednictwem "Latawca" cała Warszawa wie już o tym... Wszyscy na nas patrzą, wszyscy podziwiają Ewę. Gdyśmy byli na wystawie, otoczono nas tak, żeśmy się nie mogli przecisnąć.
Moja nieznana przyjaciółka przysyła mi znów anonim, w którym ostrzega mnie, że Ewa nie jest to żona dla takiego człowieka jak ja...
"Nie wierzę temu, co powiadają o stosunkach panny Adami z panem Ostrzyńskim - pisze moja przyjaciółka - ale ty, mistrzu, potrzebujesz żony, która by się całkowicie poświęciła dla twej sławy i wielkości, a panna Adami jest sama artystką i będzie zawsze ciągnęła wodę na swój młyn..."
Światecki chodzi ciągle do Susłowskich, ale już chyba jako pocieszyciel, bo przecie i Susłowscy muszą wiedzieć o moich zamiarach.
Dostałem dla Ewy nieograniczony urlop od dyrekcji. Ewa zaczyna się czesać jak wiejska panienka, ubiera się bardzo skromnie i nosi suknie zapięte pod samą szyję. Nader jej z tym do twarzy. Scena w garderobie nie powtórzyła się ani razu! Ewuś nie pozwala! Co najwięcej, mam prawo całować ją po rękach. Niecierpliwi mnie to ogromnie, a pochlebiam sobie, że i ją...
Kocha mnie bez pamięci. Całe dnie spędzamy razem. Zacząłem jej dawać lekcje rysunku.
Przepada za tymi lekcjami i za malarstwem w ogóle!

ROZDZIAŁ XIX


Zeusie gromowładny, na co ty patrzysz ze szczytu Olimpu!
Dzieją się rzeczy, o których nie śniło się filozofom.
W wigilię mego ślubu przychodzi do mnie Światecki, trąca mnie łokciem i odwracając w bok swoją rozczochraną głowę mówi ponuro:
-Władek, wiesz?... popełniam zbrodnię.
-Przecie, żeś przemówił! - odpowiadam - co za zbrodnię?
Światecki patrzy ciągle w ziemię i mówi jakby do siebie:
-Bo żeby taki pijak jak ja, taki idiota bez talentu, taki bankrut moralny i fizyczny, żenił się z taką dziewczyną jak Kazia, to jest po prostu zbrodnia!
Uszom nie wierzę, ale rzucam się na szyję Świateckiemu nie zważając na to, że mnie odpycha.
Ślub jego za parę dni...

ROZDZIAŁ XX


Po kilkumiesięcznym pobycie w Rzymie otrzymujemy z Ewą wspaniałą kartę zapraszającą nas na ślub Ostrzyńskiego z p. Heleną Turno primo voto Kołczanowską.
Nie możemy jechać, bo zdrowie Ewy nie pozwala.
Ewa maluje ciągle i robi ogromne postępy. Ja dostałem medal w Peszcie. Jakiś bogacz chorwacki kupił mój obraz. Zawarłem także stosunki z Goupilem.

ROZDZIAŁ XXI


W Weronie rodzi mi się syn.
Sama Ewa powiada, że takiego dziecka nigdy nie widziała.
Nadzwyczajny!...

ROZDZIAŁ XXII


Od kilku miesięcy jesteśmy w Warszawie.
Urządziłem wspaniałą pracownię.
Odwiedzamy dość często Ostrzyńskich.
On sprzedał "Latawca" i jest obecnie "prezesem Towarzystwa rozdawania kaszy jęczmiennej między robotników pozbawionych zajęcia". Nic nie może dać pojęcia o jego wspaniałości i uznaniu, jakim jest otoczony. Mnie klepie po ramieniu i mówi do mnie: "No, łaskawco!" Opiekuje się także talentami literackimi i przyjmuje we środy.
Ona śliczna zawsze jak sen...
Dzieci nie mają.

WJVXZXM WJGJKVM WJVVZBM WJXPVYM WJXGZBM   Transport | Kartki | Suknie lubne Biaystok | Agencja Reklamowa Katowice | Certyfikat Energetyczny Katowice