Piękna, wysmukła panna, której jasne, spadające na plecy włosy poruszał łagodny wiatr wieczorny, spoglądała na wszystkie strony jasnymi, błękitnymi oczyma z całą pewnością siebie, ze spokojem, a nawet z pewną dumą. Na delikatnej jej twarzy nie widać było śladów najmniejszego zakłopotania; przeciwnie, na pierwszy rzut oka z twarzy tej można było poznać istotę śmiałą, przywykłą do rozkazywania i do tego, by spełniano natychmiast wszelkie zachcianki, choćby kaprysy jej woli.
Za panną ciągnęły wozy, kryte pittsburskim płótnem, zaprzężony każdy w cztery pary mułów, a powożone przez białych lub Metysów. Przy pierwszym wozie jechał konno niemłody, średniego wzrostu mężczyzna, zdaje się przywódca wyprawy; co chwila zwracał się z niewypowiedzianą troskliwości ku wozowi, w którym przez odkryte płótna widać było siedzącą dziewczynkę o ciemnych włosach i twarzy bladej, pięknej, anielskiej prawie, ale smutnej. Otwarte szeroko jej oczy nie odbijały świata zewnętrznego, nie mrużyły się pod promieniami słońca: była niewidomą.
W innych wozach nie było nikogo. Zapewne wyładowano je narzędziami i zapasami żywności.
Pochód zamykał drugi zbrojny poczet Yollofów.
Cała karawana, postępując dość zwarto, doszła do Hotelu Dżentelmenów. Nagle amazonka skręciła w bok i zbliżywszy się do grupy stojącej koło balustrady spytała dźwięcznym, spokojnym głosem:
-Dżentelmenowie, zechcijcie mi powiedzieć: czy jenerał Sutter jest w mieście?
-Yes ma'am - odpowiedzieli grzecznie górnicy.
-A gdzie jego dom?
Kilkunastu ludzi rzuciło się prowadzić. Dom nie znajdował się na ulicy Górników, ale na południe od niej, w odległości pół mili. Krępy dowódca dał znak - i cała karawana zjechawszy z ulicy skręciła we wskazanym kierunku.
Tłumy szły za nią.
Po kwadransie drogi dojechano do Sutterowego domu, który trudno było dojrzeć wśród dębów i drzew ślazowych. Tam amazonka, krępy dowódca i niewidoma pozsiadawszy weszli do środka.
W chwilę później na werandzie pojawił się Sutter bez kapelusza na głowie. Słyszano go, jak dawał rozkazy Murzynom i woźnicom, by wyprzęgli muły i rozsiodłali konie, gdyż "ladies" zostaną na noc.
To wyrażenie: "ladies", schwytane zostało w lot przez ciekawych. Któż więc były te panie? Zostanąli czy odjadą? Czy może zamieszkają w Sacramento? Między mieszkańcami miasta nie było ani jednego, który by tego jak najgoręcej nie pragnął.