ROZDZIAŁ VIII - WRAŻENIA
Gdy nad "łąką" ukazał się księżyc i rozświecił białawe tumany unoszące się z mokradeł, w mieście nie było słychać ani ochrypłych głosów pijackich, ani wystrzałów karabinowych.
Jedna hałaśliwa banda próbowała przebiegać ulice ze zwykłymi wrzaskami, ale rozproszono ją natychmiast.
-Czy nie wiecie, Goddam, że "ladies" są w mieście? - mówili górnicy zapędzając pijanych Irlandczyków do domów i między deski.
Za to codzienne zgromadzenie w Hotelu Dżentelmenów było tak liczne, że zmieniło się w prawdziwy meeting. Rozprawiano obszernie o tym, kto mogły być te "ladies", a kwestia, czy zostaną, czy odjadą, stała się najważniejszym pytaniem chwili.
Dla tych ludzi żyjących wśród nożowych i rewolwerowych stosunków, nieprzywykłych do widzenia niczego, co by nie było czymś grubiańskim, szorstkim i brutalnym, te kobiety, takie delikatne, piękne i widocznie pochodzące z wyższych sfer społecznych, wydały się prawie jakimś nadziemskim, promiennym zjawiskiem. Zdawało im się, że dla miasta i dla nich samych zaczęłoby się nowe życie, gdyby owe promienie stale nad nimi zaświeciły.
Jakoż samo ukazanie się kobiety od razu złagodziło zwykły brutalny obyczaj. Rozprawiano gwarnie, ale spokojnie. "Bowieknives" zostały w pochwach, a rewolwery w kieszeniach. Nie grano także w karty, a pito tylko "cocktail", tj. trzęsionkę, zamiast zwyczajnych, ogromnych porcyj "whisky".