Łzy popłynęły z oczu górnika. Zakrywszy twarz rękoma, siedział długo w milczeniu - potem znów ozwał się:
-Jaka pani dobra jesteś, Mary!... jaka dobra! Niech Bóg błogosławi tę rękę, którą chciałaś mi oddać... O! czemu nie jestem dżentelmenem ze Wschodu! Good bye, Mary!
Przycisnął jej ręce do ust i powstawszy udał się chwiejnym krokiem ku domowi...
Mary przez chwilę pozostała sama. I w jej oczach błyskały łzy... Kochała tego leśnego człowieka, ale zarazem czuła, że w słowach jego było dużo prawdy. Ona była istotą z innego świata - on z innego. Czy mogli być szczęśliwi, gdyby im przyszło żyć razem, życiem codziennym, życiem męża i żony?... A jednak on w prostocie swojej taki był zacny i szlachetny!...
Wstawszy chciała iść za nim; tymczasem górnik ukazał się na werandzie w kapeluszu i już z karabinem w ręku...
-Gdzie idziesz, Henry? - spytała Mary.
-Do lasu... Wykopię moje złoto i pojadę na Wschód... uczyć się... Mam za co. Jestem bogaty. Pracowałem rękoma, będę pracował głową. Nie chcę być dłużej gburem leśnym - chcę zostać oświeconym dżentelmenem, który rozumie, co mówi każda książka... Gdy się czegoś nauczę - wrócę tu i wówczas... jeśli panią tu znajdę... to... pamiętaj, Mary...
-Wówczas może przestaniesz mnie kochać?...
-O Mary! Mary!...
Ostatnie słowa brzmiały na wpół jak wyrzut, na wpół jak modlitwa.

**************************************************************************

Rows oddalił się... Na wzgórzu między skałami raz jeszcze błysnęła lufa jego karabina i kapelusz zakołysał się na znak pożegnania w powietrzu - potem ciemna zieleń lasu zamknęła się za nim...

WQXGQJM WQZYYPM WQZKQZM WQQBKYM WQQZKGM   Wyroby Ceramiczne | Bielizna | Odzie Przeciwdeszczowa | Zegarki | Druk Cyfrowy Kielce