ROZDZIAŁ III - SACRAMENTO


W kilka lat po odkryciu złota zmieniło się wszystko.
Domy meksykańskie pochyliły się jeszcze bardziej na wodzie, ale w prostopadłym kierunku od rzeki wyrosło, jak grzyb po deszczu, anglosaskie "city". Po prawdzie "city" to składało się z jednej długiej ulicy, która dziś nosi nazwę: "K-street", a wówczas nazywała się ulicą Górników. Bruku na niej jeszcze nie było i domy nie wznosiły się nieprzerwanym szeregiem.
W przerwach między nimi ciągnęły się obszerne place, częścią obudowane parkanami, częścią okryte i porosłe dębami. Na początku i przy końcu ulicy wznosiły się dwa hotele: jeden pod szumną nazwą Hotelu Dżentelmenów, drugi - Szarego Niedźwiedzia. Były to najpiękniejsze budowle w mieście. Przed nimi też dzień i noc roili się górnicy: straszne figury z nożami za pasem, w kapeluszach z poobdzieranymi rondami, o twarzach sczerniałych od słońca, dzikich, groźnych. Setki tych ludzi padły pod siekierą indyjską lub z trudów w ciągu podróży przez pustynie Far-Westu.
Przetrwali i zostali tylko olbrzymi. I między nimi jednak grasowała febra, pobrzeże bowiem Sacramento niezdrowe. Codziennie napływały teraz nowe fale ze wschodu. Ulica Górników wrzała nieustającym jarmarkiem. W domach pootwierano sklepy, w których sprzedawano łopaty, rydle, motyki, sita, rewolwery, karabiny, flanelowe koszule, sombrera, żywe srebro, słoninę, mąkę i wódkę.

WQXKGVM WQYXZPM WQVQKPM WJGJJXM WJZYYYM   mieszne Filmy | Przetwornice Hid | Sopot | Kredyt Gotwkowy | Kontrola Skarbowa