- Nie lada to był rycerz - mruknął kiwając głową Wołodyjowski.
- Wiem coś o tym - dodał Zagłoba.
Tymczasem Eliaszeńko chciał dźwignąć i unieść nieszczęsnego atamana, ale że był człowiek dość wątły i niemłody, a Bohun prawie do olbrzymów należał - więc nie mógł. Do karczmy było kilka staj, a Bohun lada chwila mógł skonać; esauł widząc to zwrócił się do szlachty.
- Pany! - wołał składając ręce. - Na Spasa i Swiatuju-Preczystuju, pomożite! Ne dajte, szczob win tutki szczez jak sobaka. Ja staryj, ne zdużaju, a lude dałeko...
Szlachta spojrzała po sobie. Zawziętość, przeciw Bohunowi znikła już we wszystkich sercach.
- Pewnie, że trudno go tu jak psa zostawić - mruknął pierwszy Zagłoba.
- Skorośmy z nim na pojedynek stanęli, to już on dla nas nie chłop, ale żołnierz, któremu taka pomoc się należy... Kto ze mną poniesie, mości panowie?
- Ja - rzekł Wołodyjowski.
- To go ponieście na mojej burce - dodał Charłamp.
Po chwili Bohun leżał już na opończy, której końce pochwycili Zagłoba, Wołodyjowski, Kuszel i Eliaszeńko - i cały orszak w towarzystwie Charłampa i panów Sielickich udał się wolnym krokiem ku karczmie.
- Twarde ma życie - rzekł Zagłoba - jeszcze się rusza. Mój Boże, żeby mnie kto powiedział, że na jego niańkę wyjdę i że go będę tak niósł, myślałbym, że kpi ze mnie! Zbyt mam czułe serce, sam wiem o tym, ale trudno! Jeszcze mu i rany opatrzę. Mam nadzieję, że na tym świecie już się nie spotkamy więcej: niechże mile mię wspomina na tamtym!
- To myślisz waszmość, że on żadną miarą nie wyżyje? - pytał Charłamp.
- On? nie dałbym za jego żywot starego wiechcia. Tak już było napisano i nie mogło go minąć, bo choćby mu się było z panem Wołodyjowskim powiodło, to by moich rąk nie uszedł. Ale wolę, że się tak stało, bo już i tak krzyki są na mnie jako na mężobójcę bez litości. A co ja mam robić, jak mi kto w drogę wlezie? Panu Duńczewskiemu pięćset złotych basarunku musiałem zapłacić, a wiadomo waszmościom, że dobra ruskie nijakiej teraz intraty nie przynoszą.
- Prawda, że to waszmościów do szczętu tam splądrowano - rzekł Charłamp.
- Uff! Ciężki ten mołojec - mówił dalej Zagłoba - ażem się zasapał!... Splądrowano, bo splądrowano, ale mam też nadzieję, że nam exulibus sejm jakowąś prowizję obmyśli - inaczej na śmierć pochudniemy... Ciężki też on, ciężki!... Patrzcie, waszmościowie, znowu zaczyna krwawić; skocz no waćpan, panie Charłamp, do karczmy, żeby Żyd chleba z pajęczyną zagniótł. Nie pomoże to wiele temu nieborakowi, ale opatrunek chrześcijańska rzecz i lżej mu będzie umierać. Żywo, panie Charłamp!

WQJKZYM WQQXKVM WQQYXGM WQZZVXM WQZPXZM   Hotel Na Mazurach | Samochody | Meble | Wyjazdy | Hotele Rzym