- Dziękujemy ci, hetmanie, za ucztę i żegnamy cię - rzekł słabym głosem.
- Ja jutro do ciebie, Kisielu, na obiad przyjadę- odpowiedział Chmielnicki - a teraz idźcie sobie. Doniec was z mołojcami do domów odprowadzi, żeby was od czerni jakowa przygoda nie spotkała.
Komisarze skłonili się i wyszli. Doniec z mołojcami czekał istotnie przed dworcem.
- Boże! Boże! Boże! - szepnął z cicha Kisiel przykładając ręce do twarzy.
Orszak posunÄ…Å‚ siÄ™ w milczeniu ku domostwu komisarzy.
Ale pokazało się, że już nie stoją w pobliżu siebie. Chmielnicki umyślnie powyznaczał im kwatery w różnych częściach miasta, aby nie mogli się łatwo schodzić i naradzać.
Wojewoda Kisiel, zmęczony, wyczerpany, ledwie na nogach się trzymający, natychmiast położył się do łóżka i aż do następnego dnia nie chciał nikogo widzieć; dopiero przed południem kazał przywołać Skrzetuskiego.
- Coś waćpan uczynił najlepszego? - rzekł do niego - coś waćpan uczynił! Swoje i nasze życie na zgubę mogłeś narazić.
- Jaśnie wielmożny wojewodo, mea culpa! - odrzekł rycerz - ale mnie delirium porwało i wolałem sto razy zginąć niż na takie rzeczy patrzyć.
- Chmielnicki poznał się na kontempcie. Zaledwiem efferatam bestiam uspokoił i postępek twój wytłumaczył. Ale on tu dziś ma być u mnie i pewno ciebie zapyta. Tedy mu powiedz, żeś miał rozkaz ode mnie, byś żołnierstwo odprowadził.
- Od dziÅ› Bryszowski komendÄ™ bierze, bo zdrowszy.
- To i lepiej, za twardy masz waść kark na czasy dzisiejsze. Trudno nam co innego ganić w takowym postępku jak nieostrożność, ale to znać, żeś młody i bólu w piersi znieść nie umiesz.
- Do boleścim nawykł, jaśnie wielmożny wojewodo, jeno hańby znieść nie mogę.
Kisiel syknął z cicha, tak właśnie, jak chory, którego ktoś w bolączkę uraził, po czym uśmiechnął się ze smutną rezygnacją i rzekł:
- Chleb to już powszedni dla mnie takie słowa, które dawniej łzami gorzkimi oblewałem spożywając, a teraz już mi i łez nie stało.