Czerwona twarz Zagłoby stała się w jednej chwili bladoniebieska; rękoma począł bić powietrze, jak gdyby postrzał otrzymał, usta otworzył nie mogąc tchu złapać, oczy wytrzeszczył i rzekł, a raczej jęknął:
- Jak to?...
- Są wiadomości - odpowiedział posępnie Wołodyjowski - że kniaziówna w monasterze Dobrego Mikoły została zamordowana.
- Czerń wydusiła dymem w celi dwanaście panien i kilkanaście czernic, między którymi była siostra nasza - dodał kniaź Jur.
Zagłoba tym razem nic nie odrzekł, jeno twarz, poprzednio sina, poczerwieniała mu tak, że obecni zlękli się, aby go krew nie zalała; z wolna powieki opadły mu na oczy, po czym zakrył je rękoma, a z ust wyrwał mu się nowy jęk:
- Świecie! świecie! świecie!
Po czym umilkł i trwał w milczeniu.
A kniaziowie i Wołodyjowski biadać poczęli:
- Oto zebraliśmy się razem krewni i przyjaciele, którzyśmy ci na ratunek, wdzięczna panno, iść chcieli - mówił wzdychając raz po raz młody rycerz - ale znać, spóźniliśmy się z pomocą. Za nic nasza ochota, za nic nasze szable i odwaga, bo na innym ty już, lepszym od tego lichego świecie przebywasz, u Królowej Niebieskiej we fraucymerze...
- Siostro! - wołał olbrzymi Jur, którego żal na nowo pochwycił za włosy - ty nam odpuść nasze winy, a my za każdą kroplę twojej krwi wiadro wylejemy.
- Tak nam dopomóż Bóg! - dodał Andrzej.
I obaj mężowie wyciągali groźnie do nieba ręce, Zagłoba zaś wstał z ławy, postąpił kilka kroków ku tapczanowi, zatoczył się jak pijany i padł na kolana przed obrazem.
Po chwili na zamku ozwały się dzwony zwiastujące południe, które brzmiały tak ponuro, jakby dzwony pogrzebowe.
- Nie ma jej już, nie ma! - rzekł znowu Wołodyjowski. - Do niebios ją anieli zabrali, nam zostawując łzy i wzdychania.
Łkanie wstrząsnęło grubym ciałem Zagłoby i trzęsło nim, a oni ciągle narzekali i dzwony biły.

WQKXBJM WQVVPJM WQVYKZM WQYZXVM WQBJBGM   Sennik | Vdo | Nieruchomoci Biaystok | Apteka Internetowa | Instalacje Sanitarne Szczecin