- To dziw tylko, że jeszcze żyje.
- Byłby umarł niechybnie, żeby nie ów stary Kozak, który, go w niewoli na Siczy pilnował, a potem tu od niego z listami przyjechał i wróciwszy, znów w szukaniu mu pomagał. Ten go do Korca odwiózł i panu Zaćwilichowskiemu w ręce oddał.
- Niechże go Bóg ma w swojej opiece, bo on się już nigdy nie pocieszy - rzekł Longinus.
Pan Wołodyjowski umilkł i grobowe milczenie panowało między wszystkimi. Kniazie, podparłszy się łokciami, siedzieli bez ruchu z namarszczoną brwią; Podbipięta oczy w górę wznosił, a pan Zagłoba utkwił szklany wzrok w przeciwległą ścianę, jakby w najgłębszym zamyśleniu się pogrążył.
- Zbudź się waćpan! - rzekł wreszcie do niego Wołodyjowski wstrząsając go za ramię. - O czym tak myślisz? Nic już nie wymyślisz i wszystkie twoje fortele na nic się nie przydadzą.
- Wiem o tym - odparł złamanym głosem Zagłoba - jeno myślę, żem stary i że nie mam co robić na tym świecie.