- ZnikÄ…d pociechy, znikÄ…d pociechy, chyba w grobie...
Tymczasem, zanim pan Zagłoba ostatnich słów dokończył, hałas powstał w sieni, ktoś chciał wejść, a czeladnik nie puszczał; powstała głośna sprzeczka, w której zdało się panu Wołodyjowskiemu, że poznaje jakiś głos znajomy, więc zawołał na czeladnika, by dłużej wejścia nie bronił.
Następnie drzwi otworzyły się i ukazała się w nich pyzata, rumiana twarz Rzędziana, który powiódł oczyma po obecnych, pokłonił się i rzekł:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wieków! - odrzekł Wołodyjowski - to Rzędzian.
- A ja ci to jestem - odrzekł pachołek - i kłaniam do kolan waszmościom. A gdzie to mój pan?
- Twój pan w Korcu i chory.
- O dla Boga! co też jegomość powiada? A ciężko on, Boże broń, chory?
- Był ciężko chory, a teraz zdrowszy. Medyk powiada, że będzie zdrów.
- Bo ja tu z wieściami o pannie do mojego pana przyjechałem.
Mały rycerz począł kiwać melancholicznie głową.
- Niepotrzebnieś się śpieszył, bo już pan Skrzetuski wie o jej śmierci i my tu ją łzami rzewnymi oblewamy.
Oczy Rzędziana wylazły zupełnie na wierzch głowy.
- Gwałtu, rety! co ja słyszę? panna umarła?
- Nie umarła, jeno w Kijowie od zbójców zamordowana.

WQGGPKM WQYPJGM WQYVQPM WQGQQBM WQVXJXM   M³odzie¿owe | Prace Dla Studentów | Meble Biurowe Olsztyn | Wyposa¿enie Sklepów | Noni