- Kiedyś Bohuna widział? - pytał Rzędziana.
- Trzy tygodnie temu.
- To on żyje?
- Co ma nie żyć?... Sam mnie opowiadał, jakeś go jegomość popłatał, ale się wylizał...
- I on tobie mówił, że panna pod Raszkowem?
- A któż inny?
- Słuchaj Rzędzian: tu o życie twego pana i panny chodzi! Czy tobie sam Bohun mówił, że ona nie była w Kijowie?
- Mój jegomość, jak ona miała być w Kijowie, kiedy on ją pod Raszkowem ukrył i Horpynie przykazał pod gardłem, żeby jej nie puszczała, a teraz mnie piernacz dał i pierścień swój, żebym ja tam do niej jechał, bo jemu się rany odnowiły i sam musi leżeć nie wiadomo jak długo.
Dalsze słowa Rzędziana przerwał pan Zagłoba, który się z ławy na nowo zerwał i schwyciwszy się obu rękoma za resztki włosów, począł krzyczeć jak szalony:
- Żyje moja córuchna, na rany boskie, żyje! To nie ją w Kijowie zabili! Żyje ona, żyje, moja najmilsza!
I stary tupał nogami, śmiał się, szlochał, na koniec chwycił Rzędziana za łeb, przycisnął do piersi i począł tak całować, że pachołek do reszty stracił głowę.
- Niech no jegomość da pokój... bo się zatchnę! Jużci, że ona żyje... Da Bóg, razem po nią ruszymy... Jegomość... no, jegomość!
- Puść go waszmość, niech opowiada, bo jeszcze nic nie rozumiemy - rzekł Wołodyjowski.
- Mów, mów! - wołał Zagłoba.
- Opowiadaj od początku, brateńku - rzekł pan Longinus, na którego wąsach osiadła także gęsta rosa.

WQZXBBM WQXKBGM WQXGZXM WQJQXKM WQJPYJM   Druk Wielkoformatowy | Pozycjonowanie Stron | firmy | Hotele Rzym | Hurtownia W³osów