- Naprzód, z przeproszeniem jegomości, nie jestem ja żaden chłop, jeno szlachcic, choć ubogi, ale herbowny, co jegomości i pan porucznik Wołodyjowski, i pan Podbipięta, jako znajomi pana Skrzetuskiego, powiedzą, a po wtóre, ten proces to trwa już pięćdziesiąt lat...
Zagłoba-zacisnął zęby i dał sobie słowo, że się już więcej nie odezwie.
- Dobrze, rybeńko - rzekł słodko pan Longinus - ale ty nam powiadaj o Bohunie, nie o gruszkach.
- O Bohunie? - rzekł Rzędzian. - Niechże będzie i o Bohunie. Owóż Bohun myśli, mój jegomość, że nie ma wierniejszego sługi i przyjaciela nade mnie, chociaż mnie w Czehrynie rozszczepił, bom go też co prawda pilnował, opatrywał, kiedy to go jeszcze kniazie Kurcewicze poszczerbili. Obełgałem go wtedy, że już nie chcę służby pańskiej i wolę z Kozakami trzymać, bo więcej zysku między nimi, a on uwierzył. Jak nié miał wierzyć, kiedym go do zdrowia przyprowadził?! Więc też okrutnie mnie polubił i co prawda, hojnie wynagrodził nie wiedząc o tym, żem ja sobie poprzysiągł zemścić się na nim za oną krzywdę czehryńską i że jeżelim go nie zażgał, to jeno dlatego, że nie przystoi szlachcicowi w łożu leżącego nieprzyjaciela nożem jako świnię pod pachę żgać.
- Dobrze, dobrze - rzekł Wołodyjowski. - To także wiemy, ale jakimżeś sposobem go teraz znalazł?
- A to, widzi jegomość, było tak: gdyśmy już Jaworskich przycisnęli (z torbami oni pójdą, nie może inaczej być!), tak ja sobie myślę: No! czas i mnie będzie Bohuna poszukać i za moją krzywdę mu zapłacić. Spuściłem się rodzicielom z sekretu i dziadusiowi, a on, jako to fantazja u niego dobra, mówi: "Kiedyś poprzysiągł, to idź, bo inaczej będziesz kiep." Więc ja poszedłem, bom sobie i to. jeszcze myślał, że jak Bohuna znajdę, to się o pannie, jeśli żywa, może coś dowiem, a potem, jak go ustrzelę i do mego pana z nowiną pojadę, to też nie będzie bez nagrody.
- Pewnie, że nie będzie i my cię też wynagrodzimy - rzekł Wołodyjowski.
- A u mnie masz już, brateńku, konika z rzędem - dodał Longinus.
- Dziękuję pokornie waszmościom panom - rzekł uradowany pachołek - bo słuszna to jest rzecz za dobrą wieść munsztułuk, a ja też nie przepiję, co od kogo dostanę...
- Diabli mnie biorą! - mruknął Zagłoba.
- Wyjechałeś więc z domu... - poddał Wołodyjowski.
- Wyjechałem więc z domu - mówił dalej Rzędzian - i myślę znowu: gdzie jechać? chyba do Zbaraża, bo tam i do Bohuna niedaleko, i prędzej się o mojego pana dopytam. Jadę tedy, mój jegomość, jadę na Białę i Włodawę i we Włodawie - koniska już miałem srodze zmęczone- zatrzymuję się na popas. A tam był jarmark, we wszystkich zajazdach pełno szlachty; ja do mieszczan: i tam szlachta! Dopieroż jeden Żyd mi powiada: "Miałem izbę, ale ją ranny szlachcic zajął." - "To, mówię, dobrze się zdarzyło, bo ja opatrunek znam, a wasz cyrulik jako to w czasie jarmarku pewnie nie może sobie dać rady z robotą." Gadał jeszcze Żyd, że ten szlachcic sam się opatruje i nie chce nikogo widzieć, a potem poszedł spytać. Ale widać tamtemu było gorzej, bo kazał puścić. Wchodzę ja - i patrzę, kto leży w betach: Bohun!
- O to! - wykrzyknął Zagłoba.
- Przeżegnałem się: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ażem się przeląkł, a on mnie poznał od razu, ucieszył się okrutnie (że to mnie ma za przyjaciela) i powiada: "Bóg mi cię zesłał! teraz już nie umrę." A ja mówię: "Co jegomość tu robisz?" - on zaś palec na gębę położył i dopiero później opowiadał mi swe przygody, jako go Chmielnicki do króla jegomości, a naonczas jeszcze królewicza, spod Zamościa wysłał i jako pan porucznik Wołodyjowski w Lipkowie go usiekł.
- Wdzięcznie mnie wspominał? - spytał mały rycerz.

WJVVVKM WJKXKKM WJVZBJM WJZYQQM WJZBXYM   Aminokwasy | Alex-c Teledysk | Rodzaje Bio Kolagenu | excel | Akcesoria Komputerowe