Radość chwyciła wszystkich za serca i słychać było to okrzyki wdzięczności ku niebu, to zacieranie rąk radosne, to nowe pytania rzucane Rzędzianowi, na które pachołek ze zwykłą sobie flegmą odpowiadał.
- Niech cię kule biją! - wykrzyknął Zagłoba - jakiego w tobie pan Skrzetuski ma sługę!
- Albo co? - pytał Rzędzian.
- Bo cię chyba ozłoci.
- Ja też tak myślę, że nie będzie to bez nagrody, chociaż mojemu panu z wierności służę.
- A cóżeś z Bohunem uczynił? - pytał Wołodyjowski.
- Toż to, mój jegomość, było dla mnie umartwienie, że znowu on leżał chory i nie wypadało mi go żgnąć, bo to i mój pan by zganił. Taki już los! Cóżem miał więc robić? Oto, gdy mnie już wszystko powiedział, co miał powiedzieć, i dał, co miał dać, tak ja po rozum do głowy. Po co, mówię sobie, taki złodziej ma po świecie chodzić, który i pannę więzi, i mnie w Czehrynie poszczerbił? Niech go lepiej nie będzie i niech mu kat świeci! Bo i to sobie myślałem, że nuż wyzdrowieje i za nami z Kozakami ruszy? Więcem niewiele myśląc poszedł do pana komendanta Regowskiego, który we Włodawie z chorągwią stoi, i doniosłem, że to jest Bohun, najgorszy z rebelizantów. Już go tam musieli do tej pory powiesić.
To rzekłszy Rzędzian rozśmiał się dość głupkowato i spojrzał po obecnych jakby czekając, aby mu zawtórowali; ale jakże się zdziwił, gdy odpowiedziano mu milczeniem. Dopiero po niejakim czasie pierwszy Zagłoba mruknął: "Mniejsza z tym" - ale natomiast Wołodyjowski siedział cicho, a pan Longinus jął cmokać językiem, kręcić głową i wreszcie rzekł:
- Toś niepięknie postąpił, brateńku, co się zowie niepięknie!
- Jak to, mój jegomość? - pytał zdumiony Rzędzian - miałem go lepiej pchnąć?
- I tak byłoby nieładnie, i tak nieładnie; ale nie wiem, co lepiej: czy być zbójem, czy Judaszem?
- Co też jegomość mówi? Zali to Judasz jakowego rebelizanta wydawał? A to przecież i króla jegomości, i całej Rzeczypospolitej jest nieprzyjaciel!
- Prawda to, ale ono zawsze niepięknie. A jak, mówisz, ów komendant się nazywał, co?
- Pan Regowski. Mówili, że mu na imię Jakub.
- To ten sam! - mruknął Litwin. - Pana Łaszcza krewny i pana Skrzetuskiego nieprzyjaciel.