W Jampolu przyjął ich Burłaj, który tu z wojskiem niżowym i czernią na Tatarów budziackich czekał, stary, sławny pułkownik. Ten przed laty Bohuna rzemiosła wojennego uczył; na wyprawy czarnomorskie z nim chodził i Synopę na współkę w jednej z takich wypraw zrabowali, więc też kochał go jak syna i wdzięcznie przyjął jego wysłańców nie okazując najmniejszej nieufności, zwłaszcza że zeszłego roku Rzędziana przy nim widział. Owszem, dowiedziawszy się, że Bohun żyje i na Wołyń zdąża, ucztę z radości wysłańcom wydał i sam się na niej upił.
Obawiał się, było, pan Zagłoba, ażeby Rzędzian podpiwszy nie wygadał się z czym niepotrzebnym, ale pokazało się, że szczwany jak lis pachołek tak się umiał obracać, że mówiąc prawdę wówczas tylko, gdy ją można było powiedzieć, sprawy przez to nie narażał, a tym większą ufność zyskiwał. Dziwnie jednak było słuchać naszym rycerzom tych rozmów prowadzonych z jakąś straszliwą szczerością, w których ich nazwiska często się powtarzały.
- Słyszeli my - mówił Burłaj - że Bohun w pojedynku usieczon. A nie wiecie wy, kto jego usiekł?
- Wołodyjowski, oficer kniazia Jaremy - odpowiedział spokojnie Rzędzian.
- Ej, żeby ja go w ręce dostał, zapłaciłby mu ja za naszego sokoła. Ze skóry ja by jego obdarł!
Pan Wołodyjowski ruszył na to owsianymi wąsikami i spojrzał na Burłaja takim wzrokiem, jakim chart spogląda na wilka, którego mu nie wolno uchwycić za gardziel, a Rzędzian rzekł:
- Dlatego to ja wam mówię, mości pułkowniku, jego nazwisko.
"Diabeł będzie miał prawdziwą pociechę z tego chłopaka!" - pomyślał pan Zagłoba.
- Ale - mówił dalej Rzędzian - ten nie tyle winien, bo jego sam Bohun wyzwał nie wiedząc, jaką szablę wyzywa Inny tam był szlachcic, największy Bohuna wróg, który raz już kniaziównę mu z rąk wydarł.
- A to kto taki?
- At! stary opój, co się przy naszym atamanie w Czehrynie wieszał i druha dobrego jego udawał.
- Będzie on jeszcze wisiał! - wykrzyknął Burłaj.
- Kpem jestem, jeżeli temu pokurczowi uszu nie obetnę! - mruknął Zagłoba.
- Tak go usiekli - prawił Rzędzian - że innego dawno by już kruki dziobały, ale w naszym atamanie dusza rogata i wyzdrowiał, chociaż do Włodawy ledwie się dowlókł, i tam by też pewno rady sobie nie dał, żeby nie my. My jego na Wołyń wyprawili, gdzie nasi górą, a samych tu po dziewczynę wysłał.
- Zgubią jego te czarnobrewy! - mruknął Burłaj. - I ja jemu to dawno przepowiadał. A czy to mu nie lepiej było poigrać z dziewczyną po kozacku, a potem kamień do szyi i w wodę, jak my na Czarnym Morzu robili?

WQKGXBM WQVBKKM WQVKBVM WQBQQQM WQYKJYM   Teksty Piosenek | Teksty Piosenek | Ryby | Ezoteryka Ezoteryk | Relokacja Urz±dzeñ