- Zaraz, jeno koniom odpoczniemy.
- To bierzcie! Pojadę i ja z wami.
- A ty po co?
- Memu bratu śmierć pisana Jego Lachy na pal wsadzą. Pojadę z wami.
Rzędzian pochylił się w kulbace niby dla łatwiejszej rozmowy z olbrzymką i ręka jego spoczęła nieznacznie na kolbie pistoletu.
- Czeremis, Czeremis! - rzekł pragnąc zwrócić uwagę swych towarzyszów na karła.
- Po co ty tego wołasz? On ma język urznięty.
- Ja jego nie wołam, jeno się jego urodzie dziwuję. Ty jego nie odjedziesz, on twój mąż.
- On mój pies.
- I was tylko dwoje w jarze?
- Dwoje; kniaziówna trzecia!
- To dobrze. Ty jego nie odjedziesz.
- Pojadę z wami, mówiłam ci.
- A ja ci mówię, że zostaniesz.
W głosie pachołka było coś takiego, że olbrzymka odwróciła się na miejscu z twarzą niespokojną, bo podejrzenie wstąpiło jej nagle w duszę.