- Nie bój się waćpanna: my Skrzetuskiego przyjaciele!
Wówczas kniaziówna rzuciła się na kolana.
- Ratujcie mnie! - wołała składając ręce.
Ale w tej samej chwili wpadł pan Zagłoba trzęsący się, czerwony, zadyszany.
- To my! - krzyczał - to my z pomocą!
Usłyszawszy te słowa i ujrzawszy znajomą twarz kniaziówna przechyliła się jak kwiat podcięty, ręce jej opadły, oczy pokryły się frędzlistymi zasłonami i zemdlała.