- Czekaj... panie Michale, czekaj! Okrutniem się zdyszał, mało mi nóg nie odjęło... uf!
- Ale co to było?
- Diabeł we własnej osobie, mówię ci, diabeł albo smok, któremu jedną głowę utniesz, druga odrasta.
- Gadajże waść wyraźnie.
- Bohuna na rynku widziałem.
- Chyba waść masz delirium?
- Na rynku go widziałem, jako żywo, a przy nim pięciu czy sześciu ludzi; policzyć nie mogłem, bo mało mi nóg nie odjęło... Pochodnie przy nim trzymali... Już tak myślę, że nam chyba bies jaki w drodze staje, i zgoła nadzieję w szczęśliwy skutek naszej imprezy straciłem... Czy on nieśmiertelny ten piekielnik, czy co? Nie mówże o nim Helenie... O dla Boga! waćpan go usiekłeś, Rzędzian go wydał... nie! on już żyw, wolny i w drogę lezie. Uf! o Boże! Boże!... mówię ci, panie Michale, że wolałbym spectrum na cmentarzu zobaczyć niż jego. I co, u diabła, za moje szczęście, że to ja go właśnie wszędy pierwszy spotykam! Psu wsadzić w gardło takie szczęście! Czy to nie ma innych ludzi na świecie? Niech go inni spotykają! Nie! zawsze ja i ja!
- A on widział waści?
- Żeby on mnie widział, to byś ty już mnie, panie Michale, nie widział. Tego tylko brakowało!
- Ważna by to była rzecz wiedzieć - mówił Wołodyjowski - czy on goni za nami, czy też do Waładynki do Horpyny jedzie w tym mniemaniu, że nas po drodze ułapi?
- Mnie się widzi, że do Waładynki.
- Tak i musi być. Tedy my jedziemy w jedną stronę, a on w drugą, i teraz mila już albo dwie między nami, a za godzinę będzie pięć. Nim się po drodze o nas dowie i nawróci, będziemy w Żółkwi, nie tylko w Zbarażu.
- Tak mówisz, panie Michale? Chwała Bogu! Jakobyś mi plaster przyłożył! Ale powiedz mnie, jak to być może, by on był na wolności, skoro jego Rzędzian w ręce komendanta włodawskiego wydał?
- Po prostu uciekł.
- To już szyję takiemu komendantowi uciąć. Rzędzian! hej, Rzędzian!

WJXGZPM WJZYPJM WJZBYBM WJKKXVM WJVXZZM   Disco Polo Mp3 | Peeling | Inspirion | Team Building | Cholesterol