- Chytry to jest pachołek jak lis. Waćpanu fortelów nie brak, ale on jeszcze chytrzejszy. Siłaśmy głowy nałamali, jak dziewczynę ratować, i w końcu ręce nam opadły, a przez niego wszystko się naprawiło. Będzie się on teraz wyślizgiwał jak wąż, gdyż i o własną skórę mu chodzi. Ufaj waść, bo i Bóg jest nad nią, który ją tyle razy ratował, i przypomnij sobie, że sam mi w Zbarażu ufać kazałeś wtenczas, kiedy to Zachar przyjeżdżał.
Zagłoba pokrzepił się nieco tymi słowami pana Michała, a następnie zamyślił się głęboko.
- Panie Michale - rzekł po chwili - a nie pytałeś Kuszla, co się ze Skrzetuskim dzieje?
- Jest już w Zbarażu i - chwalić Boga - zdrowy. Przyszedł z Zaćwilichowskim od księcia Koreckiego.
- A co my jemu powiemy?
- W tym sęk.
- Wszakże on ciągle myśli, że dziewczyna w Kijowie zamordowana?
- Tak jest.
- A nie mówiłeś teraz Kuszlowi albo komu, skąd jedziemy?
- Nie mówiłem, bom sobie myślał: lepiej się pierwej naradzimy.
- Wolałbym chyba o całej imprezie zamilczeć- rzekł Zagłoba. - Miałaby dziewczyna teraz, Boże uchowaj! wpaść znowu w ręce kozackie albo tatarskie, to dla Skrzetuskiego byłaby nowa boleść - taka właśnie, jakoby mu kto przyschłe rany rozdrapał.
- Głowę daję, że ją Rzędzian wyprowadzi.
- Dałbym i ja za to chętnie swoją, ale nieszczęście teraz na świecie jak dżuma grasuje. Lepiej już milczmy i na wolę bożą wszystko zdajmy.
- Niechże i tak będzie. Ale czy pan Podbipięta tajemnicy Skrzetuskiemu nie wyjawi?
- Chyba go nie znasz! Parol kawalerski dał, a to dla tego litewskiego powyrka święta rzecz.