- Ledwiem co przechylił - rzekł pan Longinus oddając manierkę.
Pan Zagłoba przechylił lepiej i wypił do reszty; po czym parsknął i tak mówił:
- Cała to pociecha, że jeżeli się kiedy skończy nasza mizeria, a Bóg pozwoli zdrowo wynieść głowy z tych terminów, to sobie we wszystkim wynagrodzimy. Jużci nam jakoweś chleby obmyślą. Ksiądz Żabkowski umie dobrze zjeść, ale go w kozi róg zapędzę.
- A co to za verba veritatis usłyszeliście dziś z księdzem Żabkowskim od Muchowieckiego? - pytał pan Michał.
- Cicho! - rzekł Skrzetuski - ktoś tu się z majdanu zbliża.
Umilkli, wtem jakaś ciemna postać stanęła koło nich i przyciszony głos spytał:
- A czuwacie?
- Czuwamy, mości książę - rzekł prostując się Skrzetuski.
- Pilno dawać baczność. Źle wróży ten spokój.
I książę przeszedł dalej, patrząc, czy gdzie sen nie przemógł utrudzonych żołnierzy. Pan Longinus ręce złożył.
- Co to za wódz! co to za wojennik!
- Mniej on od nas spoczywa - rzekł Skrzetuski. - Tak całe wały sam co noc obchodzi, aż het, do drugiego stawu.
- Dajże mu Boże zdrowie!
- Amen...
Nastało milczenie. Wszyscy wpatrywali się wytężonymi oczyma w ciemność, ale nic nie było widać - szańce kozackie były spokojne. Ostatnie światła na nich pogasły.

WJQBZGM WJJPQKM WJJVYYM WJQQQKM WQPXBPM