Rozdział IV


- Cud jawny już Pan Bóg raz nad nią okazał - mówił pan Zagłoba do Wołodyjowskiego i Podbipięty siedząc w kwaterze Skrzetuskiego. - Cud jawny, mówię, że mi ją pozwolił z tych rąk sobaczych wyrwać i przez całą drogę ustrzec; ufajmy, że się jeszcze nad nią i nad nami zmiłuje. Byle tylko żywa była. A tak mi coś szepce, że on ją znowu porwał. Bo, uważcie waszmościowie: przecie, jako nam języki powiadały, on po Pułjanie przy Krzywonosie drugim sprawcą został - żeby go diabli sprawili! - a więc przy wzięciu Baru musiał być.
- Mógł jej nie odnaleźć w owym tłumie nieszczęsnych; przecie tam dwadzieścia tysięcy ludu wycięto - rzecze pan Wołodyjowski.
- To jego waść nie znasz. A ja bym przysiągł, iż on wiedział, że ona jest w Barze. Owóż nie może być inaczej, tylko on ją z rzezi salwował i gdzieś wywiózł.
- Niewielką nam waść pociechę powiadasz, bo na miejscu pana Skrzetuskiego wolałbym, żeby zginęła, niż żeby miała w jego plugawych rękach zostawać.
- I to nie pociecha, bo jeśli zginęła, to pohańbiona...
- Desperacja! - rzecze Wołodyjowski.
- Och, desperacja! - powtórzył pan Longinus.
Zagłoba począł szarpać wąs i brodę, na koniec wybuchnął:
- A żeby ich parchy zjadły, cały ten ród arcypieski! żeby z ich bebechów poganie cięciwy pokręcili!... Bóg stworzył wszystkie nacje, ale ich diabeł takich synów, sodomitów! Bodaj im wszystkie ich maciory zjałowiały!
- Nie znałem ja tej słodkiej panny - mówił smutnie pan Wołodyjowski - ale wolałbym, żeby mnie samego nieszczęście pościgło.
- Raz ja ją w życiu widziałem, ale gdy ją wspomnę, z żalu żyć hadko! - rzekł pan Longinus.
- To wam! - wołał pan Zagłoba - a cóż mnie, którym ją ojcowskim afektem umiłował i z toni takiej wyprowadził?... - Cóż mnie?
- A cóż panu Skrzetuskiemu? - pytał Wołodyjowski.

WQYKGBM WQXQYGM WQQYPGM WJJBGQM WQBVZKM   Fotele Biurowe | Projekty Gotowe | Akuna | Biustonosze | ¯³obek Bemowo