I tak desperowali rycerze, a następnie pogrążyli się w milczeniu.
Pierwszy ocknął się pan Zagłoba.
- Zali już nie ma rady? - spytał.
- Jeśli rady nie ma, to obowiązek jest pomścić - odpowiedział Wołodyjowski.
- Oby Bóg dał prędzej walną bitwę! - westchnął pan Longinus. - Mówią o Tatarach, że już się przeprawili i w polach koszem zapadli.
Na to pan Zagłoba:
- Nie może być, abyśmy ją, niebogę, tak zostawili, niczego dla jej ratunku nie przedsiębiorąc. Dość ja już się po świecie starych kości natłukłem, lepiej by mi teraz gdzie w spokoju w jakiej piekarni dla ciepła legiwać, ale dla tej niebogi pójdę jeszcze choćby do Stambułu, choćbym na nowo chłopską siermięgę miał włożyć i teorban wziąć, na któren bez abominacji spojrzeć nie mogę.
- Waćpan tak w fortele obfity, wymyślże co - rzekł pan Podbipięta.
- Siła mnie już sposobów przez głowę przechodziło. Żeby choć połowę takich miał książę Dominik, to by już Chmielnicki, wypatroszony, za zadnie nogi na szubienicy wisiał. Mówiłem już o tym i ze Skrzetuskim, ale z nim się teraz nie można niczego dogadać. Boleść się w nim zapiekła i nurtuje go gorzej choroby. Wy jego pilnujcie, żeby mu się rozum nie pomieszał. Często się trafia, że od wielkich smutków mens poczyna robić jak wino, aż w końcu skiśnie.
- Bywa to, bywa! - rzekł pan Longinus.
Pan Wołodyjowski poruszył się niecierpliwie i spytał:
- Jakież tedy są waści sposoby?
- Moje sposoby? Owóż naprzód musimy się dowiedzieć, czy ona, nieboga najmilsza - niech ją anieli strzegą od wszystkiego złego! - żywa jeszcze, a dowiedzieć się możem dwojakim sposobem: albo znajdziemy między książęcymi Kozakami ludzi wiernych i pewnych, którzy się podejmą niby to do Kozaków uciec, pomieszać się między Bohunowymi ludźmi i od nich czegoś się dowiedzieć...
- Ja mam dragonów Rusinów! - przerwał Wołodyjowski. - Ja takich ludzi znajdę.
- Czekaj waść... albo złapać języka z tych hultajów, którzy Bar brali, czy czego nie wiedzą. Wszyscy oni patrzą w Bohuna jak w tęczę, że to im się jego diabelska fantazja podoba: pieśni o nim śpiewają - żeby im gardziele poropiały! - i jeden drugiemu bają o tym, co zrobił, i o tym, czego nie zrobił. Jeśli on naszą niebogę porwał, to się przed nimi nie ukryło.